Strach się bać…

DSCN9720

 

Dziś wszyscy studenci zagraniczni zostali oficjalnie przywitani na PUCP. Najpierw dostaliśmy „pakiet startowy”, składający się z wszelkich możliwych haseł i kodów dostępu oraz krótkiego podręcznika, w którym zawarte są różnorakie wskazówki dotyczące nie tylko tego, jak odnaleźć się na uniwersytecie, ale także w samym mieście. Zrobiono nam też zdjęcia do legitymacji i udaliśmy się na krótką wycieczkę po Kampusie.  Co ciekawe, wszystkie budynki uniwersyteckie skupione są w jednym miejscu, na wielkiej powierzchni i przypominają swego rodzaju miasto w mieście- są tutaj nie tylko siedziby wydziałów, ale także stołówki, kawiarnie, bank, pawilon sportowy i wiele innych budynków, w tym także kaplica. No cóż, nie na darmo jest to uczelnia papieska! Po zapoznaniu się z otoczeniem i pierwszych zachwytach (zarówno infrastrukturą i ogólną organizacją, jak i przechadzającymi się po trawnikach jelonkami) wysłuchaliśmy prezentacji o Uniwersytecie- podstawowe dane, nic szczególnego. Choć, jak wynika ze statystyk, w tym semestrze jestem jedyną Polką wśród 280 internacjonalsów na PUCP! O wtopieniu się w tłum mogę pomarzyć- ruda polka (kolor włosów też jest unikatowy…) jest zanadto charakterystyczna, zresztą już doszło do tego, że znają mnie ludzie, których ja niekoniecznie kojarzę (albo o tym nie pamiętam😉 ) Cóż, taka karma ;P

DSCN9719

Całość była dosyć sztampowa i nudna, aż do momentu, w którym zaczęła się, obowiązkowa dla nas, „charla de seguridad”, czyli pogadanka o wszystkich potencjalnych niebezpieczeństwach, które czyhają na nas w Limie. Już widząc pierwszy slajd wiedziałam, że będzie to jazda bez trzymanki („sobreviviendo Lima”= przeżyć w Limie) i nie zawiodłam się! Krok po kroku odkrywano przed nami najmroczniejszą stronę miasta i rozpościerano przed nami wizje rodem z horroru. Wszystko to oczywiście po to, żebyśmy uwierzyli choć w 60% tego, co nam powiedzieli i wyciągnęli jakieś wnioski- gdyby wziąć sobie do serca wszystkie porady, należałoby się zamknąć w mieszkaniu na cztery spusty i wychodzić tylko uzbrojonym w strzelbę😉

Wiele porad było oczywistych: nie chodzić nocą samemu po ulicy, pilnować drinków w barach (a najlepiej to się nie upijać), nie zostawiać pijanych znajomych w klubach, uważać na torby i plecaki, nie wyciągać kosztownych rzeczy i ogólnie trzymać tzw. „low profile”, czyli wyróżniać się jak najmniej. W przypadku „gringos” zupełnie nie wyróżnianie się jest niemożliwe (nie mówiąc już o wysokich, chudych i rudych😉 ), ale zawsze można zminimalizować ryzyko, rezygnując z ekstrawaganckiego bądź burżujskiego wyglądu. To tyle, jeśli chodzi o oczywistości. Później było już tylko lepiej, a dla Was wyłuskałam co ciekawsze smaczki:

  • Najlepsze dzielnice to Miraflores i San Isidro. Ale tak naprawdę do ŻADNA nie jest bezpieczna i najlepiej nie chodzić samemu.
  • W komunikacji publicznej najlepiej siedzieć jak najbliżej, żeby widziało nas wielu ludzi. Ale nie siedzieć za blisko, żebyśmy nie byli pierwszym łupem dla złodziei. Szczególnie mamy uważać na „pajaca kieszonkowca”, czyli gościa przebranego za pajaca, który udaje, że sprzedaje cukierki, a tak naprawdę pozbawia nas portfeli i telefonów                                                                                                                                                                                                  disfraz_payaso_halloween
  • Najbezpieczniejsze taksówki to te, po które można zadzwonić- są droższe, ale pewniejsze. Ale tak naprawdę to żadne nie są bezpieczne. Najlepiej w ogóle nie jeździć taksówkami. A jak już musimy, to nie pojedynczo. A jeśli nie mamy wyjścia, to najpierw sprawdzamy czy w bagażniku nie siedzi pomocnik taksówkarza-złodzieja-zboczeńca. Jeśli nie ma nikogo, sprawdzamy czy drzwi da się otworzyć od środka. Jeśli się da, siadamy na siedzeniu ZA kierowcą, tak, żeby trudniej mu było wymierzyć do nas z pistoletu. Uchylamy okienko tak, żeby w razie rozpylenia gazu przez taksówkarza móc oddychać. Ale nie uchylamy za bardzo, żeby nas nie okradli przez okno. Jeśli jedziemy sami, najlepiej zadzwonić do kogoś (albo udawać, że się dzwoni) podając markę i numer auta oraz przybliżoną trasę. Jak już taksówka ruszy- przeżegnać się i liczyć, że nic się nie stanie.
  • NIGDY, PRZENIGDY nie wsiadać do Tico:                                                                                                        pict w zderzeniu z rowerem, to rower ma większe szanse na wyjście bez szwanku
  • NIGDY PRZENIGDY nie wsiadać do colectivos, bo mogą nas zawieźć co najwyżej do piekła: 52273-600x350_DiarioLaPrimeraPeru.com
  • NIE UFAĆ POLICJI PAŃSTWOWEJ, bo mogą nam podrzucić narkotyki, a później zgarnąć na dołek. Jedynymi w miarę bezpiecznymi stróżami prawa są policjanci dzielnicowi, tzw. serenazgos i stróże uliczni. Mogą zaczepiać blondynki (i rude), ale wtedy najlepiej zwalczyć ich słodkim uśmiechem i powiedzeniem „Buenos días, señor”- podobno wtedy zmieniają zupełnie zachowanie i stają się prawdziwymi stróżami pilnującymi urocze gringos przed złem tego świata😉
  • i last but not least, uważać na tzw. bricheros, czyli lokalsów podrywających cudzoziemki w celach czysto praktycznych: finansowych lub wizowych. Podobno jest tu ich całe mnóstwo i na wielką miłość raczej nie ma co liczyć. Internacjonalki muszą specjalnie uważać na dwa typy: bricheros cusqueños, czyli tych polujących w miejscach turystycznych oraz bricheros de la PUCP, wyruszających na łowy po Uniwersytecie. Patrząc jednak na zdjęcia potencjalnych bricheros stwierdziłam, że przede wszystkim, gdyby taki podszedł do mnie, mógłby liczyć co najwyżej na fangę w nos😉                         444x396-pic

Tak jak pisałam wcześniej, i jak mówią wszyscy na Uni, ostrzeżenia są zdecydowanie przesadzone, ale robią tak specjalnie, bo uważają, że lepiej wyolbrzymić problem i uczulić nas na pewne kwestie, niż później płakać nad rozlanym mlekiem. Wiadomo, że trzeba zachować ostrożność i zdrowy rozsądek i właśnie hasło „zdrowy rozsądek” powtarza się najczęściej. Na początku najlepiej podejść do wszystkiego z nieufnością, aby potem, w miarę upływu czasu, przesuwać granice i na własnej skórze przekonywać się, na ile możemy sobie pozwolić. Nie zamierzam zamknąć się w domu ani zakupić pistoletu, ale umówmy się- Ameryka Południowa to nie Europa, a nawet u nas zdarzają się dziwne historie. W każdym razie, mogę poczuć się poinformowana.

I od dziś oficjalnie jestem studentką PUCP🙂

Bez tytułu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s