Relaks z nutką moralnego niepokoju

DSCN9774

 

Piątek okazał się być typowym „dniem brokuła”, w którym nie udało mi się zrobić absolutnie nic- zmęczenie dało się w końcu we znaki i nawet ja musiałam uznać wyższość biologii nad tzw. chęciami, więc spędziłam większość dnia snując się po domu lub leżąc w łóżku i czytając i oglądając Avengersów na YouTube. Jako, że miałam już plany na sobotę, postanowiłam na niedzielę wymyślić jakąś wycieczkę, podobną do tej, którą odbyłam tydzień wcześniej. Już miałam wstępnie wyznaczoną trasę i opracowałam logistycznie dojazd, ale napisał do mnie kolega z Uni, mówiąc że montuje grupę na niedzielny wypad za miasto. Z chęcią przystałam na jego propozycję, nie wnikając w szczegóły, ale myślałam, że też chodziło mu o spacerek po pobliskich górach.

Kiedy w niedzielę stawiłam się na miejscu zbiórki, uzbrojona w plecak (a w nim 1001 drobiazgów na każde warunki) oraz buty trekkingowe, podśmiewywałam się w duchu z dziewcząt, które wyglądały raczej, jakby wybierały się na plażę. O ironio! Już w autobusie Julio (organizator) zapytał mnie i moją współlokatorkę, czy wzięłyśmy stroje kąpielowe. Popatrzyłyśmy na niego z niedowierzaniem, a ja odpowiedziałam, że przecież o niczym takim nie było mowy. Okazało się, że zapomniał napomknąć, że nie wybieramy się w góry, ale do ośrodka wypoczynkowego, którego główną atrakcją jest basen. Ups, chciałoby się rzec… Koniec końców, już na miejscu, naprędce zmontowałam strój plażowy składający się ze stanika oraz chusty owiniętej wokół bioder (i błogosławiłam moment, w którym wrzuciłam ją do plecaka, chociaż myślałam o zgoła innym zastosowaniu….). Tak właśnie kończy się niedoinformowanie ;]

DSCN9783

Ale nie o tym chciałam pisać. Ten wstęp, tak pięknie obrazujący moje niepozbieranie, ma na celu prezentację miejsca, którego istnienie jest dla mnie przejawem pewnej kastowości, dalej bardzo w Peru widocznej, oraz reliktem epoki, w której największe przywileje miało wojsko. Co prawda czasy junty wojskowej i generała Velasco już dawno minęły, ale nadal odczuwa się tutaj respekt przed mundurowymi. Możecie sobie wyobrazić moje zdziwienie (i konsternację) kiedy dowiedziałam się, że ośrodek wypoczynkowy, do którego przyjechaliśmy, jest przeznaczony wyłącznie dla wojskowych i ich rodzin, tudzież osoby przez nich zaproszone. W praktyce oznacza to, że po osiągnięciu pewnego stopnia, każdy dostaje w przydziale bungalow na terenie takiego ośrodka i może korzystać z całej infrastruktury, która obejmuje nie tylko wspomniany wcześniej basen, ale także boiska do siatkówki, koszykówki i piłki nożnej, korty do paleta frontón, będącej odmianą tenisa połączonego ze squashem, minizoo i inne atrakcje. Z jednej strony- fantastycznie! Grupa studenciaków mogła wygrzewać się na basenie (już chyba wcześniej wspominałam, że poza Limą świeci słońce) i relaksować się w ostatnich godzinach przed rozpoczęciem semestru- czego chcieć więcej? Ano niczego, ale mnie osobiście naszła gorzka refleksja. W jakiś sposób wyróżnia się pewną grupę ludzi, a wyróżnienie to jest uwarunkowane historycznie i politycznie. Junta wojskowa w Peru była z założenia anty- oligarchiczna, ale sami oczywiście nadawali sobie przeróżne przywileje i niektóre z nich, takie jak właśnie ośrodki wypoczynkowe, utrzymały się do dzisiaj. Poczułam się dosyć dziwnie, bo czuło się wyraźnie unoszącą się w powietrzu atmosferę selekcji, tak, jakby wszyscy mówili „jesteśmy lepsi”, a nasza (internacjonalsów) obecność tylko zdawała się to potwierdzać. Może przesadzam, może to nic takiego, a pewnie większość peruwiańczyków nawet nie zwraca na takie szczegóły uwagi. Może to tylko wymyślone przeze mnie „problemy pierwszego świata”, ale jakoś nie do końca mogłam się tam zrelaksować- choć warunki do tego były idealne: dobre towarzystwo, dużo słońca i zimne piwo. Do teraz nie wiem, co o tym myśleć, tym bardziej, że chyba tylko ja przeżywałam takie rozterki. No cóż, w każdym razie mogę powiedzieć, że byłam w miejscu, do którego wstęp mają „elyty”… No i jakoś tak samoistnie nasunął mi się klimat z książki Mario Vargas Llosy (Peruwiańczyka, było nie było!) „Pantaleon i wizytantki”***- i tylko tytułowych wizytantek brak…😉

*** niezorientowanym w temacie gorąco polecam!😉

DSCN9776 DSCN9779 DSCN9780 DSCN9787 DSCN9788

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s