Ładowanie baterii

YbBJj_4u3aCNX54VFvBMAgqteP3fcoAy8YeQ-XACwNY

 

Człowiek jest istotą, która czerpie energię z różnych źródeł. Tymi najbardziej podstawowymi, bez których nie da się funkcjonować, to oczywiście sen i jedzenie- oprócz tego, że są nieodzowne, mają jeszcze tę właściwość, że niemal każdy postrzega je w kategoriach przyjemności. Od każdej reguły są wyjątki, chociażby pisząca te słowa, która uważa sen za niepotrzebną stratę czasu, ale tę kwestię przemilczmy. Oprócz tego, wszyscy mają swoje sekretne sposoby na to, aby czuć się lepiej i mieć siłę do podejmowania nowych wyzwań i stawiania czoła rzeczywistości. Ile ludzi, tyle pomysłów, a w moim wypadku kluczem do sukcesu są słońce oraz uśmiech. Nie jest żadną tajemnicą, że uwielbiam się uśmiechać i każdy dzień zaczynam od małego treningu mięśni twarzy- wierzcie lub nie, ale to działa! W większości przypadków, bo oczywiście są takie dni, na które nawet największy wyszczerz nie pomoże, ale nie ma rozwiązań stuprocentowo niezawodnych. Tyle o uśmiechu, który bezsprzecznie zalicza się do kategorii odnawialnych źródeł energii. Nieco bardziej skomplikowana jest kwestia słońca, które rządzi się swoimi prawami i czasem jest go pod dostatkiem, a czasem nie widać go przez dłuższy czas. Jestem istotą działającą na baterie słoneczne, a limeński, zimowy mikroklimat raczej nie zapewnia mi regularnych dostaw promieni. Podobno już niedługo, wraz z nadejściem wiosny ma się to zmienić, ale na razie dla równowagi psychofizycznej muszę raz w tygodniu wyjeżdżać poza miasto, aby naładować się na cały tydzień. Tym razem padło na Matucanę, niewielką miejscowość oddaloną o około 75 km od Limy, która słynie z urokliwych widoków (liczne katarakty i piękne góry), produkcji serów oraz połowu dorszy.

Ser, który kupiłam ( i który w magiczny sposób już niemal zniknął) jest bardzo podobny do naszego rodzimego bundza, nieco tylko bardziej słony. Dorsza tylko spróbowałam, gdyż na moim talerzu królowała ŚWINKA MORSKA! I wiecie co? Smakuje jak ta łykowata część udka kurczaka;) danie zaliczone, ale są tu potrawy o niebo lepsze, więc myślę, że raczej nieprędko powtórzę ten kulinarny wybryk.

Ekipa była niewielka, ale najlepsza, jaką mogłam sobie wyobrazić! Paulinka (jeszcze raz bardzo dziękuję!), Inga, moja współlokatorka i Jose, który robił za kierowcę i chłopca do bicia;)  Baterie na ten, jakże ciężki, tydzień zostały naładowane:)

ZXXl0sRDkU_7U7OsGibtkFyKtvM9P09CU3ow8tXeIiA 6Gie-83rlvcKkAHohWNBfr80wLWbrziF2v8vZPxtTi4

Od lewej: Inga, Paulika i ja

9bPuEUO_k2ztXRju_yhqp1tuvqm7v7SAV15m6PuUUt4 9hlgBfGN0q8S1jsGp8N89CtPVqgpqSBYaX2U3zFM3F0 9tgPEKiCJDPV3ODLMTtP0KZkNJCfojO-nF-tSQ5Ulpo f1pr2XGuYAvHoRBicYeAcrw7uzm0THaPAchl1Kn4lX4,HBKkd4RSkxdkpUcsGfX27t-fV_cfFpCDUbl09JdnTv0 fMyfX3vZ6NFtU3xQN33i83RPz_KB73JYyM_BjgseBMA FuQCf6DL6hmTdU2X0j186iJ8_IhsfOMvqytqZRzgPQQ,3nAAxlk52wYXv-SqYDMWTEtWi6dloRODVtt3INSlx0U jZdxs9gQhjFBmRcblHOFz8ogtWIwQDwt_Jd_Fjxy038 MCypjuLMYpVLyoKp_5FHkwi1YOm-p_50S1XCSO8vyFw

Grupa trzymająca władzę: kierowca i pilot wycieczki.

mlcjRTe8EAiP4BLlAOYW5kmnbxbsekb5R4-yB7ts8lg oRT3Vmbu27TvNt6WqSxpRje2itNmYyBopZxcVk4ZqVQ

DSCN9975 DSCN0001 DSCN0007 DSCN0010

„Lwia skała”- przypomina głowę Mufasy!

DSCN0024 DSCN0060

DSCN0063

DSCN0067 DSCN9964 DSCN9965

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s