Historia pewnej orgii.

DSCN9264

Orgii kulinarnej, oczywiście! Uwielbiam dobre jedzenie- jestem strasznym łasuchem i kiedy tylko nadarza się okazja do spróbowania czegoś nowego, z radością przystępuję do konsumpcji. Nie wybrzydzam, poszukuję niecodziennych smaków, a kiedy jestem za granicą staram się poznać dany kraj „od kuchni”. Jeśli chodzi o kulinarne szaleństwa, Peru jest krajem idealnym- już pewnie wspominałam, że uważa się, iż gastronomia peruwiańska jest jedną z najlepszych na świecie, a Gastón Arcurio jest tegorocznym laureatem nagrody World’s Best Chef ( breaking news: jego restauracja Gaston&Astrid otrzymała w tym tygodniu tytuł najlepszej w Ameryce Południowej).

Kiedy się tu przyjeżdża, łatwo wpaść w pułapkę klęski urodzaju: jest tyle fantastycznych rzeczy, że chce się spróbować wszystkich od razu! Łatwo się domyślić, że często kończy się to sporymi nieprzyjemnościami natury zdrowotnej, wszak kuchnia peruwiańska, choć fantastyczna, jest nieco przyciężkawa. Od samego początku staram się powoli poznawać tutejszą gastronomię, zdążyłam już sobie wyrobić opinię na temat wielu potraw, mam też kilka faworytów, na których wspomnienie ślinianki zaczynają pracować ze zdwojoną siłą. Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o Misturze, wiedziałam, że nie może mnie tam zabraknąć!

mistura2011

Mistura to święto peruwiańskiej gastronomii. Przez dziesięć dni, na ogromnym obszarze położonym tuż nad oceanem, zwiedzający mają okazję nie tylko spróbować najbardziej sztandarowych potraw, ale także zapoznać się z nowinkami kulinarnymi i kupić produkty regionalne. Teren podzielony jest na 12 sekcji tematycznych- „światów”- takich, jak kuchnia północy, południa, Amazonii, Andów itp. Prawdziwa orgia kulinarna!

Dziś wybrałam się tam, aby na własnym żołądku przekonać się, a raczej przypieczętować przekonanie, że zachwyty nad kuchnią peruwiańską nie są bezzasadne. Poszliśmy wcześnie, o 10.30, aby uniknąć kolejek i… od razu przypomniały mi się zapisy na przedmioty! Wielki sznur ludzi kłębił się przed wejściem- widocznie nie tylko my uznaliśmy, że kulinarna rozpusta to najlepszy plan na słoneczną niedzielę. Chwila (dłuższa chwila) czekania opłaciła się! Pierwszym światem, jaki można zwiedzić, to „świat czekolady”, prawdziwy raj dla łasucha! Oczy by jadły, ale musiałam pamiętać, że to dopiero początek, więc ze znajomymi uznaliśmy, że najpierw warto usiąść nad mapą i ustalić priorytety. Oczywiście, koniec końców priorytety uległy wielokrotnym modyfikacjom, w miarę zagłębiania się w ten kulinarny labirynt. Mieliśmy niebywałe szczęście, bo poza kilkoma naprawdę nielicznymi wyjątkami nie musieliśmy stać w długich kolejkach, zazwyczaj trafialiśmy w momenty nieco mniejszego ruchu na stoiskach. Mimo prób racjonalizacji porcji, każdy z nas miał poczucie, że w ciągu tych 4 godzin spędzonych na Misturze przytył tysiąc kilo, ale poziom samopoczucia rósł wprost proporcjonalnie do ilości pochłoniętego jedzenia! Moimi zdecydowanymi faworytami były słodycze: lody z aguaje oraz mrożony ser z cynamonem.

DSCN9386 DSCN9266 DSCN9276 DSCN9279

Jak już wspomniałam, w planowaniu wyprawy bardzo przydała się mapa. Niestety, było na niej tyle smakowitych punktów, że patrzenie na nią było czynnością słodko-gorzką, bo wiedzieliśmy, że nie uda się nam odwiedzić wszystkich miejsc, do których chcieliśmy zajrzeć.

DSCN9282 DSCN9283 DSCN9303 DSCN9304

Takie ilości jedzenia trzeba przepić! A nie od dziś wiadomo, że niewielkie ilości alkoholu bardzo dobrze stymulują trawienie. Co prawda nie jestem pewna, czy zasada ta dotyczy też drinków na bazie soków owocowych z pisco, ale to akurat było naszym najmniejszym zmartwieniem.

DSCN9306 DSCN9308 DSCN9317 DSCN9318 DSCN9323 DSCN9338 DSCN9343 DSCN9349 DSCN9351 DSCN9352 DSCN9357

DSCN9361 DSCN9362

Tak, jak wszędzie muszę wepchnąć swoje kopytka, tak i czasem rzucam się na jedzenie bez wcześniejszej refleksji. Te sosy wyglądały bardzo smakowicie więc bez namysłu złapałam za kromkę chleba i zanurzyłam ją w tym wściekle czerwonym- szkoda, że w przypływie łakomstwa nie przyszło mi na myśl, że wszystkie zrobione są na bazie ostrych papryczek ;]

DSCN9369

To, co wydarzyło się na Misturze to prawdziwe bezeceństwo! Jest chyba jednak we mnie coś z niegrzecznej dziewczynki, bo o wyrzutach sumienia nie ma mowy! Co więcej, przypomniał mi się pewien cytat ze „Stu lat samotności” Marqueza:

Jej  teoria, dowiedziona przez praktykę, opierała się na zasadzie, że człowiek utrzymujący w idealnym porządku wszystkie sprawy sumienia może jeść bez przerwy, póki się nie zmęczy.

Cóż, niedługo po tym, jak wróciłam do domu… otworzyłam lodówkę😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s