Legenda piaskiem podszyta…

DSCN9652

Dawno, dawno temu, żyła sobie królewna inkaska, na którą wołali „Huacca-China”- „ta, przez którą płaczą”.  Jej uroda była niezwykła: miała zielone oczy i włosy w kolorze złota. Śpiewała tak pięknie, że każdy, kto ją słyszał, zaczynał płakać.

Księżniczka była nieszczęśliwie zakochana  i często wymykała się z wioski i kopała pod drzewem dół, na tyle duży, by móc się w nim skryć. Pewnego dnia dół wypełnił się po brzegi jej łzami. Kiedy wyszła z niego naga, okryła się prześcieradłem i zaczęła przeglądać się w lusterku. Nagle, za swoim odbiciem zauważyła myśliwego, który ją śledził i, oczarowany jej urodą, przyglądał się jej w bezruchu. Księżniczka rzuciła się do ucieczki przez wydmy, drąc prześcieradło i zostawiając za sobą ślady podartego materiału. W pewnym momencie potknęła się i upuściła lusterko, które zmieniło się w lagunę. Huacca-China rzuciła się w otchłań, aby uciec przed myśliwym i uratować swój honor. Od tego czasu, w księżycowe noce z laguny wypływa piękna syrena, która swoim śpiewem zwabia mężczyzn. 

huaccachina06

W ten weekend miałam okazję na własne oczy zobaczyć lagunę Huacachina, której powstanie opisuje powyższa legenda. Znajduje się ona pośrodku pustyni i jest jedyną naturalną oazą w kraju. Jednocześnie, to miejsce bardzo turystyczne- już chyba każdy z moich zagranicznych znajomych ma za sobą szalony weekend wśród wydm i niemal od pierwszego dnia słyszałam, że muszę tam koniecznie pojechać. Wcześniej miałam dużo innych, ciekawszych według mnie celów, ale stwierdziłam, że mogę się pobawić w typową turystkę i skorzystać nieco z rozrywek, jakie oferuje Huacachina! Ostatecznie przekonał mnie fakt, że znajomy zaoferował podwózkę samochodem, odpadła więc długa i męcząca podróż rozlatującym się autobusem z szalonym kierowcą, który wyprzedza na czwartego (a nawet i piątego) na zakręcie nad przepaścią;)

Powiem Wam, że bardzo dobrze jest mieć peruwiańskich znajomych, a jeszcze lepiej, jeśli oni zajmują się organizacją całego przedsięwzięcia, a Wasz udział ogranicza się jedynie do biernego uczestnictwa;) no dobrze, miałam bardzo odpowiedzialną funkcję DJ-a samochodowego, a to niebagatelna rola, wszak od tego zależy, czy kierowca nie uśnie za kółkiem! Dostałam też propozycję poprowadzenia samochodu, ale przyznam szczerze- to, co widzę na drogach napawa mnie głębokim przerażeniem i wolę nie brać na siebie odpowiedzialności za cudze auto tudzież ściągać na siebie i innych zagrożenia śmiercią lub kalectwem.

Kolejnym atutem Huacachiny jest fakt, że znajduje się ona w regionie, który słynie z wyrobu pisco:) jak możecie się domyślić, wokół znajduje się wiele winnic, oferujących oprowadzanie połączone z degustacją. Oczywiście, nie mogliśmy przepuścić takiej okazji i odwiedziliśmy jedną z nich! Na dodatek, okazało się, że mieliśmy szczęście, bo w soboty odbywają się tam pokazy marinery, regionalnego tańca. Jest on o tyle ciekawy, że mężczyzna dosiada specjalnie wytresowanego konia, a kobieta tańczy wokół- zapewniam Was, że wygląda to naprawdę atrakcyjnie, szczególnie, kiedy równocześnie sączy się pisco.

DSCN9530 DSCN9536 DSCN9546 DSCN9550 DSCN9561 DSCN9565 DSCN9575 DSCN9590 DSCN9592

Ale… najlepsza zabawa zaczęła się po południu! Wykupiliśmy wyprawę po wydmach połączoną z sandboardingiem- jak nazwa wskazuje, sport podobny do snowboardu, tyle że na piasku. Jako, że nie miałam wcześniej do czynienia z deską, czułam się dość niepewnie i pierwszy zjazd nie poszedł mi za dobrze, ale potem poczułam zew i na koniec przypominałam piaskowego potwora, a ziarenka piasku miałam nawet na rzęsach i w uchu;) niestety, pustynia była bardzo zatłoczona i nie mogliśmy rozwijać wielkich prędkości, bo oprócz nas było wielu amatorów adrenaliny dla mieszczuchów… Ach, no i oczywiście musiało się przydarzyć coś odbiegającego od normy, okazało się, że zostaliśmy „wytypowani” do reklamowania firmy zajmującej się organizacją pustynnych wycieczek i naszym wygłupom towarzyszył kamerzysta. Na początku myślałam, że to jakiś domorosły twórca filmów z wakacji i nie zwracałam na niego uwagi, dopiero później okazało się, że jest inaczej. Cóż, nie dość, że dobrze się bawiłam, to jeszcze mam szansę zostać sławna- kto wie, może moje upadki na piasku będzie można podziwiać w internecie;)

DSCN9603 DSCN9606 DSCN9610 DSCN9621 DSCN9625 DSCN9631 DSCN9646 DSCN9651

Huacachina nie przyprawiła mnie o płacz, nie zobaczyłam też syreny, mimo, że w nocy świecił księżyc w pełni. Za to poczułam się jak na prawdziwych wakacjach i po raz pierwszy od 1,5 miesiąca pomyślałam: „Zupełnie nie jak w Peru”. Patrząc na moje dotychczasowe doświadczenia, była to dla mnie zupełna nowość i odmiana, ale bynajmniej nie na gorsze! Ot, czasem warto być turystą, a nie tylko zbieraczem emocji😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s