Keep calm and don’t panic.

panic_button_1e1c1

Kiedyś byłam straszną panikarą. Małe zaburzenie mojego, jakże chwiejnego, wewnętrznego spokoju mogło doprowadzić do całej serii urojeń, którymi ochoczo karmiłam swoich bliskich i znajomych- dość wspomnieć to, co swego czasu zwykłam wyczyniać na pokładzie samolotu. Od jakiegoś czasu walczę ze skłonnością do wpadania w panikę i nawet mi się to udaje, ale nadal zdarza się, że wmawiam sobie wyimaginowane niebezpieczeństwa.

Wspominałam już, że bardziej niż limeńscy taksówkarze i złodzieje przeraża mnie wizja potencjalnego trzęsienia ziemi. Kiedyś, przez przypadek trafiłam na artykuł siejący apokaliptyczne wizje wielkiego kataklizmu w Peru, ale wtedy nawet nie myślałam, że moja noga w najbliższym czasie tam postanie. Bardzo długo udawało mi się jako-tako odsuwać tę nieprzyjemną myśl, ale karma jest nieubłagana i zazwyczaj powraca wtedy, gdy się tego najmniej spodziewasz.

how-to-break-through-fear-and-self-doubt

Pierwsza szpilka została wbita znienacka.

Na urodzinach koleżanki ktoś zaczął raczyć nas wspomnieniami z ostatniego wielkiego trzęsienia ziemi z 2007 roku. Jednym uchem wpuściłam opowieść o purpurowym niebie i 4-minutowych wstrząsach, ale jak na złość, zanim ją wypuściłam drugim, zdążyłam nią podkarmić moją wewnętrzną panikarę. Jak wiadomo, z prawa Murphy’ego wynika, że jak już raz się puści machinę w ruch, to nagle ciosy spadają ze wszystkich stron. Dwa tygodnie temu w Arequipie zatrzęsła się ziemia- na tyle silnie, że wstrząsy czuć było także w Limie- co ciekawe, o całej sprawie dowiedziałam się po fakcie, nie poczułam absolutnie nic, ale wokół mnie wszyscy zaczęli o tym mówić. Zupełnie znikąd wyrosły plakaty informujące o wielkiej symulacji trzęsienia ziemi, a w radiu i telewizji zaczęły się pojawiać komunikaty informujące o postępowaniu w przypadku potencjalnego zdarzenia. Jak się pewnie domyślacie, tego typu działania nie są niczym niezwykłym i nikt tutaj nie traktuje ich ze specjalną uwagą („Nie widziałaś tego wcześniej? No co Ty!”), ale moja wyobraźnia dostała kolejną pożywkę.

simulacro-nocturnno

Mało?

W październiku co tydzień przez centrum Limy przechodzi procesja z cudownym obrazem Señor de los Milagros (Pan od Cudów). Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, co przypomniałam sobie, kiedy zapytałam, czemu te procesje służą. Otóż październik to miesiąc trzęsień ziemi, a Señor ma chronić miasto przed katastrofą.

No dobrze, to o niczym nie świadczy, prawda?

Siedzimy sobie w kuchni z moimi współlokatorami, narzekamy na limeńską pogodę. Teoretycznie jest tu już wiosna, ale temperatury są niższe niż jeszcze kilka tygodni temu, a na dodatek przeszkadza porywisty wiatr. Do rozmowy włącza się Desi, nasza peruwiańska koleżanka: „Wiecie, tu się mówi, że jak mocno wieje i w ciągu dnia na przemian praży słońce, a potem się chmurzy, to znaczy, że może być trzęsienie?” Spokojnie, wiatr wieje, ale słońca to już dawno nie widzieliśmy.

Tak, zgadliście. Już od trzech dni zza chmur przebija się silne słońce i znika równie szybko, jak się pojawia.

Oczywiście- najprawdopodobniej nic się nie stanie, a mój umysł jeszcze przez chwilę będzie się karmił apokaliptycznymi wizjami, które później będą służyły wyłącznie jako przykład koźlego małego rozumku:) a to małe studium paniki oddaję Waszej ocenie😉

PS.

A’propos paniki przypomniał mi się uroczy obrazek Andrzeja:

jak-uniknac-swinskiej-grypy2

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s