Jak to mnie w Peru kaganek oświaty oślepia.

W końcu powracam do świata żywych! Na uczelni skończyła się właśnie epoka egzaminów cząstkowych (exámenes parciales), więc mogę nieco odetchnąć i zająć się tym, co mi sprawia przyjemność,a nie jest tylko mniej lub bardziej przykrym obowiązkiem;) Temat uniwersytecki siedzi jednak cały czas w mojej głowie, więc postanowiłam upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i opowiedzieć Wam co nieco o studiowaniu w Peru (bądź co bądź, teoretycznie po to tutaj przyjechałam!), a przy okazji oczyścić umysł.

Logo_11

Pontificia Universidad Católica del Perú jest uczelnią prywatną, co więcej, jak sama nazwa wskazuje- papieską. Fakt ten nie umknął oczywiście uwadze mojego szanownego Rodziciela, który przed wyjazdem roztaczał przede mną wizje codziennych mszy i modlitw przed każdymi zajęciami, ale na szczęście słowo nie stało się ciałem i oprócz kaplicy oraz punktu pomocy teologicznej na kampusie nie czuje się religijnej atmosfery. Sam kampus jest bardzo nowoczesny, kompleks składa się łącznie z 83 budynków- są to nie tylko siedziby wydziałów, ale także biblioteki, stołówki, kawiarnie oraz księgarnia, bank i centrum pomocy medycznej, a także kilka boisk i pawilon sportowy. Tak naprawdę, to miasto w mieście i rządzi się swoimi prawami, a przed wejściem stoją strażnicy, którzy skrupulatnie sprawdzają tożsamość każdego, kto chce wejść na teren uczelni. Przypomina to nieco kampusy znane nam z filmów o bogatych i rozwydrzonych amerykańskich nastolatkach, kto by pomyślał, że taki mikroświatek znajduje się w Limie!

4

INGRESO_PRINCIPAL_PUCP013-550x366

Oferta edukacyjna PUCP jest bardzo szeroka, pomimo, że uczelnia nie posiada wydziału medycyny. Łącznie studiuje tutaj ponad 5000 osób, a studia trwają, tak jak u nas, 5 lat. Ze względu na położenie geograficzne, semestry nie rozkładają się tak, jak u nas- w tym momencie trwa semestr letni, co znaczy, że od grudnia czekają mnie trzymiesięczne wakacje.  Sam system edukacyjny różni się bardzo od naszego i większość europejczyków bardzo na niego narzeka, nie ukrywam zresztą, że mi też przeszkadza, bo czuję się, jakbym wróciła do liceum- z tą różnicą, że tutaj jeszcze muszę się uczyć. Przedmioty są wykładane w dwóch dwugodzinnych blokach tygodniowo (niektóre w jednym trzygodzinnym), a obecność jest obowiązkowa i wykładowcy ściśle przestrzegają tej zasady. Na ocenę końcową składa się wiele czynników: wspomniana już obecność oraz oceny ze sprawdzianów z lektur, egzaminu cząstkowego i egzaminu końcowego. Skala ocen wynosi od 0 do 20. Jak widać, kaganek oświaty jest bardzo ciężki😉 Zajęcia mają w większości formę wykładów i bardzo rzadko zdarza się, by studenci mogli w nich aktywnie uczestniczyć. Nasza rola sprowadza się głównie do czytania tekstów. I tu mała uwaga, którą pozwolę sobie wygłosić nauczona doświadczeniem ostatnich dni: nie warto odkładać tego na sesję, bo akumulują się w zastraszającym tempie i później okazuje się, że musimy przyswoić sobie setki (!) stron z każdego przedmiotu. Ani to przyjemne, ani produktywne.

images

Tak, tak, wiem, co myślicie, bo myślałam dokładnie tak samo: „Eee, jakoś to będzie….” Eeee było. Do pierwszego egzaminu. Dostałam do ręki zeszycik formatu a5 z pustymi kartkami oraz instrukcję zapełnienia go treścią w przynajmniej 75%. Cóż, nie znam jeszcze wyników, ale mam nadzieję, że nasze tradycyjne, polskie lanie wody pomogło mi wyjść obronną ręką;)

Ale, ale! Nie samą nauką żyje kampus. W każdy czwartek od 12 do 15 nie ma zajęć i czas ten, zwany „kulturalnymi czwartkami” poświęcony jest na wszelkiego rodzaju rozrywki kulturalne i sportowe: koncerty, performance, darmowe zajęcia taneczne. Oprócz tego, nie ma tygodnia bez konferencji, projekcji filmowych czy przedstawień teatralnych. Muszę przyznać, że oferta kulturowo-rozrywkowa uniwersytetu jest bardzo bogata i przy odrobinie sprytu i dużej dozie wolnego czasu można zapełnić sobie miło każdy dzień. Jako, że spędzam mało czasu na kampusie (moim priorytetem są praktyki i na uczelni pojawiam się tylko na zajęciach), nie korzystam z rozrywek oferowanych przez PUCP, z jednym, małym wyjątkiem: w czwartki i w soboty grupa internacjonalsów i peruwiańczyków zbiera się, by grać we frisbee! Na początku miałam obawy co do mojej koordynacji ruchowej i refleksu, ale później okazało się, że to przede wszystkim dobra zabawa i frisbee weszło na stałe do mojego kalendarza:)

dog-playing-with-frisbee-desktop-wallpaper

Co jeszcze? Na pewno dużo, ale i tak wszystkiego nie da się opowiedzieć na raz🙂 w razie jakichkolwiek pytań oczywiście służę odpowiedzią, a tymczasem odmeldowuję się, żeby w końcu korzystać z wolnego czasu😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s