Gringa factor!

_MG_6543

Nieraz już pisałam o tym, że dziewczęta o europejskim typie urody są w limeńskiej dżungli narażone na dodatkowe przeszkody. Głównie chodzi o zaczepki na ulicy, jednak z perspektywy kilku miesięcy spędzonych w tym mieście muszę przyznać – co na początku wydawało mi się niemożliwe – że można się do nich przyzwyczaić. Można, a nawet trzeba – nie da się ich uniknąć, więc dla świętego spokoju musiałam włożyć sporo energii w osiągnięcie wewnętrznego zen i, nie bez problemów, nauczyłam się ignorować gwizdy, szepty i dźwięki klaksonu.

Wiecie, zaczęło mnie to nawet bawić i w pewnym momencie złapałam się na tym, że idąc ulicą zgaduję, który z mijających mnie mężczyzn wyskoczy z głupią zaczepką. Bardzo często moje typy są nietrafione. Nie raz i nie dwa zdarzyło się, że stuprocentowy maczu peruwiański przeszedł obok bez słowa, a z pozoru miły, niegroźny staruszek dostawał nagle młodzieńczej energii i wymyślał komentarze, za które w „normalnych” warunkach dostałby w twarz. Cóż, reguły nie ma. Zasada numer jeden: nie pokazuj, że Cię to irytuje. Najlepiej zachować obojętność, ewentualnie pokazać, że Cię to bawi (ale to już jest poziom zaawansowany i trzeba wiedzieć, kiedy można sobie na to pozwolić).

Ale, ale, nie myślcie, że gringa-życie w Limie to tylko i wyłącznie walka z wiatrakami, pardon, mężczyznami i wieczne użeranie się. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że bycie cudzoziemką nie pomaga w pewnych sytuacjach. Owszem, wyróżniam się, ale na mojej ulicy (a także w „moim” busie i po drodze na uniwersytet) ludzie są już oswojeni z moją rudością. Na mojej zwyczajowej trasie „dom-PUCP” mijam codziennie te same twarze: strażników, sprzedawców, lodziarzy. Kiedy na początku machali do mnie i mówili „Buenos días, señorita”, patrzyłam na nich spode łba i przyspieszałam kroku. Nie ukrywam, był to skutek osławionej już pogadanki o bezpieczeństwie, na której przestrzegano nas przed jakimkolwiek kontaktem. Ale wiecie co? W ten sposób można nabawić się paranoi! Dlatego szybko, choć najpierw bardzo niepewnie, zaczęłam odpowiadać na pozdrowienia, po jakimś czasie dołączyłam do tego uśmiech i teraz codzienna ścieżka na uniwersytet jest po prostu przyjemniejsza.

Tak samo na małym targu, który znajduje się niemal naprzeciwko mojego domu. W pierwszych dniach (tygodniach) wszyscy patrzyliśmy na siebie z rezerwą: ja na nich – bo im nie ufałam, oni na mnie – bo byłam „gringą”. Pierwsze lody przełamałam z panem, u którego kupuję sery i wędlinę. Przez ponad miesiąc biedak męczył się z odgadnięciem, z jakiego kraju pochodzę. Na początku przewrotnie powiedziałam mu, że musi sam wymyślić i że podczas każdych moich zakupów ma tylko jeden strzał – w pewnym momencie był już naprawdę zdesperowany i mówił, że mu się już kraje w Europie kończą. Skróciłam jego męki przez przypadek, kiedy wymsknęło mi się, że studiuję tłumaczenia z hiszpańskiego na polski. Koniec końców, pan Eduardo pobiera u mnie nauki polskiego i ostatnim razem usłyszałam, koślawe bo koślawe: „To, co zwykle?”

Na targu jest też pan od owoców. Z nim nie mam aż takiego kontaktu, ale on już też wie, co kupuję i często podsuwa mi nowe owoce do spróbowania, czasem też mówi, czego lepiej nie brać. A najlepsze jest to, że zawsze, do każdych zakupów dokłada mandarynkę i banana. Nawet, jeśli kupuję tylko jabłko😉

Słowiańska natura pomaga mi też tam, gdzie zwykłe „gringas” przegrywają na całej linii: nie jest tajemnicą, że cudzoziemcy traktowani są jak chodzące worki z pieniędzmi i nikt nie ma skrupułów, żeby wyciągnąć od nich nieco więcej. Nie mówię tu o kradzieżach, raczej o „cenach specjalnych”, które obowiązują w busach czy nawet w sklepach. Trzeba uważnie przyglądać się wydanej reszcie, pytać o cenę i TARGOWAĆ SIĘ.” -Ile to kosztuje? -5,5 sola. -A nie dałby Pan za 5? -No nie, nie mogę. -To niech będzie te 5,5, ale dołoży Pan jeszcze XXX -No dobrze….” W środkach transportu (bus, taxi) mam inny, sprawdzony sposób. Kiedy słyszę cenę, zawsze mówię z pełną powagą: „Ostatnim razem było mniej!”. I wiecie co? Już parę razy zapłaciłam mniej, niż zwykle;)

Tak więc gringa factor może przeszkadzać – i bardzo często przeszkadza – ale przy odrobinie wprawy można nauczyć się z nim żyć i, w miarę możliwości, przekuć go w atut.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s