Taksówkowe nie-love.

images

Jedną z pierwszych złotych rad, jakie usłyszałam po przyjeździe do Limy, było : „Wsiadaj w taksówkę tylko wtedy, kiedy naprawdę nie masz innej opcji.” Zdanie to powtarzane było w wielu konfiguracjach i przez niemal każdego, na kogo się natknęłam. Skąd wzięła się taka nieufność do taksówkarzy?

Na początek garść danych. Lima to 10-milionowe miasto po którym porusza się około 1,2 mln samochodów, w tym, uwaga, 230 tysięcy taksówek. To nie żart, kiedy idzie się ulicą, większość przejeżdżających aut to właśnie taryfy. Pomyślałby ktoś: fantastycznie! Owszem, byłoby wspaniale, gdyby nie kilka dość istotnych szczegółów.

images (1)

Po pierwsze: jedynie 90 tys. z nich to pojazdy zarejestrowane, reszta to niczym niekontrolowane krążowniki szos, do których wsiadamy na własną odpowiedzialność. Ich oznakowanie jest różne – w tych „legalnych”, oprócz tego, że mają na dachu wyraźny znak z napisem „TAXI”, na bocznych drzwiach widnieje nazwa korporacji i numer telefonu. Te „dzikie” natomiast, rządzą się swoimi prawami: często zamiast „koguta” na dachu mają po prostu przyklejoną na szybie naklejkę lub też ich kierowcy pełnią równocześnie funkcję naganiaczy – zbliżają się powoli, uchylają okno, po czym krzyczą na całe gardło „Taaaaaxiiii!”. Jeśli kiedyś będziecie w Limie, bardzo proszę, niech Wam nawet nie przejdzie przez myśl skorzystać z propozycji.

649899

Po drugie: stan techniczny większości z nich pozostawia wiele do życzenia. Ile to już razy przebiegał mnie dreszcz, kiedy podjeżdżał do mnie rozklekotany pojazd, którego kierowca wyraźnie chciał, żebym wsiadła do środka. Już sama sytuacja jest dość stresująca, tym bardziej, że naprawdę dla nieprzyzwyczajonego obcokrajowca wygląda to jak klasyczny przypadek : „Wsiądź, a dam Ci cukierka”.  Taksówkarzy nie obowiązują żadne normy co do wieku aut ani poziomu ich eksploatacji. Wgniecenia karoserii, rozbite światła czy ledwie trzymające się błotniki to standard (wszak Lima jest miejską dżunglą i na drodze obowiązuje jeszcze mniej zasad, niż gdziekolwiek indziej), gorzej, jeśli do tego samochód przypomina przerdzewiałą, skrzypiącą puszkę, a koła wyglądają tak, jakby trzymały się siłą woli.

imagen-19a

Po trzecie: za taksówkarzami ciągnie się zła fama. Legendy miejskie mówią, że współpracują oni z bandami, które napadają na podróżujących – istnieje cała gama możliwych zagrożeń, od zwykłej kradzieży, przez porwanie, na zabójstwie skończywszy. Programy telewizyjne wręcz lubują się w odnotowywaniu kolejnych, najlepiej jak najbardziej spektakularnych przypadków rozbojów, przez co nakręcają spiralę strachu.

Po tym krótkim wstępie można sparafrazować klasyka: „Jak żyć, panie Premierze?”

Otóż odpowiedź jest prosta: nie dać się zwariować i zachować ostrożność.

Przede wszystkim, należy zwracać szczególną uwagę na to, jaką taksówkę się wybiera. Ja z góry wykluczam te niezarejestrowane i w złym stanie. Szczerze mówiąc, rzadko jeżdżę taksówkami (tak, tak, wolę dmuchać na zimne), ale czasem zachodzi taka potrzeba, więc wtedy pozwalam sobie na wybrzydzanie. Skoro jest tylu chętnych na podwiezienie mnie, mam ten luksus, że wybieram to, co mi najbardziej odpowiada. Tak więc zwracamy uwagę na oznakowanie i stan pojazdu oraz na samego kierowcę : najlepiej, żeby był starszy, od razu należy podziękować młodzieniaszkom oraz żigolakom w średnim wieku. Muszę też zaznaczyć, że stan pojazdu nie równa się jego klasie ani wiekowi – bardziej ufam nieco mniej nowoczesnym, ale zadbanym. Przed podróżą należy zapytać o cenę i zawsze ją negocjować – choćby o tego symbolicznego sola🙂 Dobrze też sprawiać wrażenie, że zna się trasę, nawet jeśli tak nie jest. Gorzej, jeśli sam taksiarz jej nie zna (co wcale nie jest takie rzadkie!), wtedy najlepiej od razu podziękować😉 Jeśli mamy do kogo zadzwonić, zróbmy to, opisując trasę, czas dojazdu i numer taksówki, jeśli nie – nie zaszkodzi poudawać. Potem to już tylko wsiąść, najlepiej na siedzeniu za kierowcą, zablokować drzwi i upewnić się, że okienko jest uchylone.

Tyle informacji praktycznych. Tak naprawdę, dużo zależy od szczęścia, ale zachowując podstawowe środki ostrożności zwiększamy szansę, że podróż taksówką przebiegnie bez większych problemów. Ach, zapomniałam o jednym szczególe – zawsze można zadzwonić po taksówkę z korporacji: jest droższa i często trzeba długo czekać, ale i pewność jest nieco większa.

1172614222_b501845f2c_o

A moje doświadczenia? Jak na razie, odpukać, pozytywne. Staram się nie jeździć sama – w grupie raźniej – ale zdarzyło się kilka razy, że nie miałam wyjścia. Wtedy jestem dużo wybredniejsza, niż zwykle, a na dodatek mam taktykę: gadam jak najęta. Rozmawiam z taksówkarzami o korkach, o pogodzie, narzekam razem z nimi na peruwiański rząd. Często zwierzają mi się ze swoich sytuacji rodzinnych. Raz nawet przez całą drogę powstrzymywałam się, żeby nie wybuchnąć śmiechem, kiedy rozemocjonowany kierowca zaczął wyklinać swoją żonę, która wydaje wszystkie pieniądze na kosmetyki i buty – był tak zrozpaczony, że przysięgał, że rozwiedzie się z nią w dniu 18 urodzin ich najmłodszego syna😉

Jakie konkluzje? W sumie – żadnych. Podróże taksówkami w Limie są jednocześnie bezpieczne i niebezpieczne. Nieprawdą jest, że nie ma reguł gry, problem polega jedynie na tym, że czasem są one przestrzegane, a czasem nie. Niewątpliwie jednak, limeńskie taksówki to wyzwanie dla zaawansowanych i nie każdy może się odnaleźć w tym dreszczyku emocji. Jak by nie było, są one częścią tutejszego krajobrazu i koniecznością, więc może zamiast panikować lepiej nauczyć się podstawowych zasad?

One response to “Taksówkowe nie-love.

  1. Pingback: Lima for dummies: podstawy i instrukcja obsługi. | Drżyjcie lamy w Limie, nadchodzi Kozioł!·

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s