Kozioł beczy w Ucayali, cz.4: Jaki Sylwester, taki i rok cały.

Przesąd ten, wespół z „Chłop dom, Bóg w dom” był w mojej rodzinie bardzo żywy, głównie dlatego, że moi Dziadkowie pielęgnowali go z niezwykłą gorliwością. Co prawda, inna jego wersja mówiła o Wigilii, ale na potrzeby tego wpisu przyjmę tę pierwszą, kanoniczną.

DSCN8131

W Dinamarce bardzo dużo czasu spędziłam na obserwacji ludzi, ich codzienności i zwyczajów. Już drugiego dnia zauważyłam, że życie w wiosce nie toczy się wokół sklepu (zresztą, większość handlu opiera się na tym, że powszechnie wiadomo, kto ma co do sprzedania), ale ogromnej, nieużywanej już szamańskiej maloki, pełniącej funkcję miejsca spotkań oraz swoistego punktu orientacyjnego. Tam też zamontowane były spore głośniki, z których kilka razy dziennie płynęły komunikaty: takie trochę „ptasie radio”, informujące o wszystkim i o niczym, czasem były to po prostu pozdrowienia dla mieszkańców od szefa społeczności. Przy maloce toczyło się życie: dzieci biegały, kobiety tkały i plotkowały, mężczyźni plotkowali z większą intensywnością, niż kobiety. Dzień przed Sylwestrem w wiosce zabito byka i przez pół dnia wybrani przez „szefa” comuneros zajmowali się porcjowaniem mięsa – jak się później okazało, zgodnie z miejscowym zwyczajem, co roku, 31 grudnia, odbywa się wspólny obiad, w którym uczestniczą wszyscy mieszkańcy. Jako goście zostaliśmy na niego zaproszeni, powiedziano nam, że jeśli już znaleźliśmy się w Dinamarce, to jakaś część nas zawsze będzie Shipibo. Bardzo zaintrygowała mnie ta ich ceremonialność i zdolność do mówienia podniosłym językiem i zaczęłam się zastanawiać, na ile wynika to z kultury, a na ile z konwencji. Przyszło mi też do głowy, że spory wpływ na to ma fakt, że hiszpański to ich drugi język i zdecydowana większość Shipibo posługuje się nim na poziomie podstawowym, często używając wytartych zwrotów i mieszając mowę potoczną z formułkami z rejestru wysokiego. Odpowiedź przyszła już następnego dnia.

Zazwyczaj spędzałam Sylwestra w gronie znajomych, na kameralnych domówkach i każdy z nich przebiegał według mniej więcej takiego samego schematu. 2013 rok pożegnałam w dżungli i coś mi się wydaje, że jeśli dorobię się wnuków, to będę im opowiadać o tym, jak to szalona babcia Kasia wśród Indian tańcowała. Ale po kolei. Diógenes bardzo przejął się rolą gospodarza i już dzień wcześniej zaprosił nas do świętowania wspólnie z jego rodziną. Sylwester jest dla nich dużo ważniejszy, niż Boże Narodzenie (obchodzone głównie dla uciechy dzieci, które dostają prezenty) i Indianie Shipibo z Dinamarki zawsze spędzają go wśród najbliższych. Zjeżdża się wtedy cała rodzina (także ci, którzy na co dzień nie mieszkają w wiosce) i od świtu do północy jej członkowie razem biesiadują, jedzą i piją. Obiad całej comunidad był zaplanowany na 14ale my już od rana oddawaliśmy się kulinarnej rozpuście: do standardowego ryżu i smażonych bananów otrzymaliśmy wkładkę mięsną i gotowane warzywa! Swoją drogą, zastanawia mnie, jak w takich temperaturach można jeść gorące posiłki, szczególnie śniadania, które od obiadów różnią się zazwyczaj konfiguracją ilościową składników😉

Wspólny obiad w centrum Dinamarki pokazał, jak ważne dla jej mieszkańców jest podkreślanie uroczystego charakteru wydarzeń niecodziennych. Wytypowano jednego z członków rady wioski do pełnienia zaszczytnej funkcji „mistrza ceremonii”, co – jak się okazało – nie było niczym innym, jak konferansjerką. Zapowiadał przemówienia poszczególnych miejscowych „szych”, a także przeprowadził prezentację drużyny piłki nożnej (tej samej, która kilka dni wcześniej przegrała z kretesem w Masisei). Pomimo niespecjalnych wyników w rozgrywkach, czuło się, że mieszkańcy są bardzo dumni z młodych sportowców – niestety, nie zrozumiałam zbyt wiele z przemówień, ponieważ wszystkie były w języku shipibo. Jedynie słowa kierowane do nas były po hiszpańsku, zresztą, chyba nigdy wcześniej nie oddano mojej skromnej osobie tylu honorów! Dosłownie, KAŻDY, który zabierał głos zaczynał od pozdrowień dla gości z dalekiej Kolumbii i jeszcze dalszej Polski. Część oficjalna przeciągała się, wszyscy czekali na hasło pozwalające na rozpoczęcie konsumpcji (kuszący zapach wołowiny rozchodził się po maloce), ale każde przemówienie zdawało się być dłuższe od poprzedniego. Niektórzy bez oporów zaczęli chrząkać, kaszleć i wiercić się w miejscu, jednak na oratorach nie robiło to żadnego wrażenia, wręcz przeciwnie, rozkręcali się i mówili z jeszcze większym pietyzmem. Dobrze, że wcześniej najedliśmy się u Diógenesa!

1601450_10151883135937919_1690026337_n

DSCN8133 DSCN8166 DSCN8188 DSCN8208

Najlepsze, oczywiście, przyszło wraz z nadejściem zmroku – wtedy to dopiero zaczęła się prawdziwa zabawa! Spokojna zazwyczaj Dinamarca zabłysła światłem lamp (zapalanych jedynie na specjalne okazje), z wielu domów zaczęło dobiegać buczenie agregatów i dźwięki muzyki. Nie inaczej było u zaprzyjaźnionej już rodziny García, która w czasie naszego kilkugodzinnego odpoczynku najwyraźniej zdążyła nieźle zaprawić się chichą – kiedy przyszliśmy o umówionej godzinie, wszyscy byli roześmiani od ucha do ucha, a niektórzy starali się poruszać w rytmie muzyki. Już wcześniej z TP ustaliliśmy, że pasowałoby się jakoś odwdzięczyć za zaproszenie, myśleliśmy o kupieniu skrzynki piw i kiedy mieliśmy zapytać, gdzie można nabyć takie luksusy, podszedł do nas wyjątkowo radosny Diógenes i powiedział: „Wiecie, amigos, staramy się, żeby każdy dodał coś od siebie do tej naszej małej celebracji.  Tak myślałem, że może byście postawili, oczywiście całkowicie z własnej woli i bez przymusu, dwie skrzynki piwa?”  Cóż innego nam pozostało, jak tylko bez przymusu i z własnej woli zadbać o to, żeby jakość imprezy nie ucierpiała? Nim się obejrzeliśmy, nie wiadomo skąd przyjechały dwie rzeczone skrzynki, które zostały postawione w centralnym miejscu. Ale nie myślcie sobie, że można tak od razu otworzyć sobie butelkę, o nie! Najpierw należy, zgodnie z miejscowym zwyczajem, oddać głos najważniejszym członkom rodziny. I znów jeden z synów Diógenesa wstał, przedstawił się jako „mistrz ceremonii” i zaczął po kolei zachęcać do przemowy swojego ojca i niektórych ze swoich braci. Jako, że rodzina García jest niemała, piwo ocieplało się, i kiedy wydawało się, że już, już część oficjalna została zakończona, o głos został poproszony Jairo. W dwóch krótkich zdaniach wyraził radość i wdzięczność – widać było, że on też po kilku dniach w dżungli zatęsknił za zimnym piwem – i znów wstąpiła w nas nadzieja, gdy nagle… „Żeby było sprawiedliwie, prosimy także o krótką przemowę Kasitę (tak, zyskałam przydomek Kasita)” – i tu mała uwaga na marginesie. Nawet nie wiecie, jaki zaszczyt przypadł mi w udziale. Mówiłam już wcześniej, że kobieta w środowisku Shipibo jest poza domem, gdzie króluje niepodzielnie, niewidoczna, dlatego też ich gest miał naprawdę duże znaczenie. Widać było zresztą zdziwienie na wielu twarzach, w tym na mojej chyba najbardziej. Nie do końca wiedziałam, co powiedzieć, więc strzeliłam z głupia frant: „Wiecie, nigdy nie byłam w Danii w Europie, teraz jestem w Danii w samym środku Peru. A Polacy i Duńczycy to niemal sąsiedzi, więc chyba wychodzi na to, że jesteśmy sąsiadami.”

Zebrani szybko podłapali, tym szybciej, że już wcześniej im w głowie szumiało, i zaczęli krzyczeć: „Veciiiiina!” (sąsiadka!) – część oficjalna została tym samym uznana za zakończoną, rozpoczął się gwar rozmów, otwieranych butelek piwa oraz rozbrzmiała muzyka. W Amazonii najchętniej słuchanym gatunkiem jest tzw. cumbia amazónica, czyli taka, do której dodane są elementy folkloru indiańskiego, niekiedy także tekst jest w językach rdzennych. Nie są to zbyt skomplikowane melodie ani słowa (coś w stylu naszego Disco Polo i „Cztery razy po dwa razy”)  i w „miejskich” warunkach wywołują na mojej twarzy uśmiech, ale tam dałam ponieść się chwili i zaczęłam tańczyć z ochotą. Zresztą, nie miałam wielkiego wyboru, bo cały czas byłam proszona do tańca, przez niektórych po kilka razy, a że nie wypada odmówić, przez dłuższy czas nawet nie usiadłam. W pewnym momencie zaczęłam tańczyć z Jairo, a ten zdesperowany zaczął mi mówić, że za każdym razem, kiedy ktoś prosił mnie do zabawy, Diógenes znajdował mu partnerkę, żeby ten się nie nudził. Wszystko byłoby pięknie, ale biedak niestety nie umie i nie lubi tańczyć i wyraźnie się z tym męczył😉 Cóż, nie moja wina, że każdy chciał zatańczyć z „sąsiadką”. Dwie skrzynki piwa zeszły niepostrzeżenie, nie wiem, czy udało mi się wypić choć butelkę (pijoki sakramenckie z tych Indian!), atmosfera wesołości rosła i w pewnym momencie zaczęły się krzyki: „¡Colombia – vecinos!; ¡Polonia – veciiiinos” Idea braterstwa i sąsiedztwa trafiła na podatny grunt i słowo „vecino„, powtarzane w wielu konfiguracjach stało się hasłem wieczoru.

Tuż przed północą udaliśmy się na oficjalne powitanie roku w okolice maloki, tam znów poproszono nas o „małą, dobrowolną kontrybucję”, a w zamian dostaliśmy po sporym kubku tzw. cóctel, czyli napoju alkoholowego na bazie imbiru, mleka i miodu oraz sfermentowanej kukurydzy. Ach, więc to tym rozweselili się nasi gospodarze! Równiutko o północy dokonano uroczystego spalenia kukły, symbolizującej Stary Rok, złożono sobie życzenia, a następnie… udano się na spoczynek. Następny dzień to nowy dzień pracy.

Jeśli prawdą jest, że „Jaki Sylwester, taki i rok cały”, to już się cieszę, bo czuję, że będzie ciekawie i niecodziennie! Shipibo są uroczy, do tego stopnia, że TP składając mi życzenia noworoczne stwierdził, że życzy mi, żebym znalazła sobie męża Shipibo (kandydatów pewnie by nie brakowało), bo wtedy mógłby mnie odwiedzać i imprezować z lokalsami. Dziękuję bardzo, niech on sobie szuka żony Shipibo! Ja wracam do rzeczywistości, z nową energią i uśmiechem na twarzy!:)

A oto jeden z przykładów cumbia amazónica  i hitów Sylwestra 2013😉

PS.

Następny wpis to już ostatni „cdn.” z serii „Kozioł beczy w Ucayali”. Czuję, że mogłabym jeszcze pisać i pisać i boli mnie, że muszę się skracać, ale ileż można zamęczać ludzi koźlą Amazonią🙂

One response to “Kozioł beczy w Ucayali, cz.4: Jaki Sylwester, taki i rok cały.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s