No to Kózko, byłaś w Cusco.

DSCN8458

Cóż, nawet Kozła dopadło. Musiał w końcu nadejść w moment, w którym przybiorę kostium Statystycznego Turysty i udam się do miejsc, które w Peru uważane są za emblematyczne. Nie ma chyba nikogo, kto nie słyszałby o Cusco. Co ciekawe, zdecydowana większość kojarzy je niemal wyłącznie z Machu Picchu, stawiając pomiędzy nimi znak równości. Jakże oni się mylą! Owszem, Cusco, jako dawna stolica Inków, jest bramą do MaPi, ale absolutnie nie można wrzucać ich do jednego worka – chociażby dlatego, że aby dostać się na Machu należy odbyć wieloodcinkową i uciążliwą podróż.

DSCN8451

Samo Cusco wcześniej nie kojarzyło mi się z niczym specjalnym, wiedziałam, że to stosunkowo niewielkie jak na Peru miasto (niecałe 300 tys. mieszkańców) zostało założone przez Inkę Manco Capaca, a jego nazwa w quechua oznacza „pępek świata”. Poza tym dochodziły mnie słuchy, że ma uroczą zabudowę, no i najważniejsze, stamtąd można udać się na Machu Picchu. Tyle informacji teoretycznych. A jak to wyglądało w praktyce?

Jak w większości miast Ameryki Południowej, tak i w Cusco lotnisko znajduje się na niezbyt przyjaznych turyście obrzeżach. Na szczęście, centrum miasta nie jest daleko i już po 15 minutach można się przenieść do innego świata. Miałam to szczęście, że hostel, w którym się zatrzymałam, znajdował się tuż przy Plaza de Armas, więc to, co w tym mieście najważniejsze, miałam jak na dłoni. Kolonialna zabudowa, monumentalna katedra i odchodzące od placu wąskie uliczki: takie Cusco w pigułce. Plus oczywiście cała masa turystów oraz krążących wokół nich sprzedawców wszelkiej maści. Tylko na samym placu mogłabym wyposażyć się w tradycyjną czapkę, szalik i rękawiczki z alpaki, kolorową biżuterię, okulary przeciwsłoneczne i płaszcz przeciwdeszczowy (w komplecie taniej!) wyczyścić buty oraz zakupić pamiątki w postaci cukierków i czekoladek z domieszką liści koki. Grzecznie odmawiałam, jednak w końcu i ja dałam się ponieść turystycznemu szaleństwu i nie mogłam sobie odmówić zdjęcia z baby alpaką. Cóż poradzę na to, że mam słabość do lamowatych?

DSCN8456 DSCN8466

Według mnie, najlepszym sposobem na zwiedzanie każdego miasta jest zapuszczenie się bez mapy w jego uliczki – zawsze w nowym miejscu staram się odnaleźć 2-3 punkty orientacyjne, a następnie daję się ponieść fantazji i ślepemu losowi. W Cusco to niezwykle łatwe, głównie dlatego, że jak już wspomniałam, nie jest to duża metropolia, a stara część jest stosunkowo niewielka. Każda uliczka jednak przynosiła nowe niespodzianki, a to w postaci jakiegoś ładnego budynku czy ukwieconego patio, a to w postaci małego detalu, takiego jak kołatka czy street art. Ogółem spędziłam w Cusco jedynie 2 dni i mam poczucie, że czeka tam na mnie jeszcze wiele fantastycznych rzeczy.

DSCN8446 DSCN8610 DSCN8625 DSCN8633

Oczywiście, w mieście tym jest kilka absolutnych „must-see”, z czego moim zdaniem na wyróżnienie zasługuje poniższa trójka:

  1. Katedra – nie mogło jej zabraknąć! Została zbudowana w XVI wieku na ruinach pałacu Inki Wiracocha i niemal od samego początku była oczkiem w głowie konkwistadorów. W środku uderza bogactwo obrazów oraz rzeźb, ustawionych na niezliczonych ołtarzach. Większość malunków utrzymana jest w stylu tzw. szkoły kuzkeńskiej, charakteryzującej się specyficznym doborem barw (przeważa czerwień, zieleń i żółć) oraz inspiracjami lokalnymi. Oczy same nie wiedzą, w którą stronę spoglądać, bo wszędzie jest tyle interesujących rzeczy! Moim osobistym hitem jest „Ostatnia wieczerza”, na której głównym daniem jest świnka morska.                                                             DSCN8467
  2. Coricancha – czyli Świątynia Słońca, z quechua „Złoty Dziedziniec”. Na początku była centrum ceremonialnym Inków oraz miejscem pochówku królów inkaskich, podczas konkwisty została splądrowana, a następnie przekazana zakonowi dominikanów.  Dziś jest częścią klasztoru, który w 1950 uległ zniszczeniu w wyniku trzęsienia ziemi – kataklizm jednak odsłonił fragmenty murów inkaskich, które można podziwiać zwiedzając obiekt. Kozioł poleca – jest naprawdę imponujący! DSCN8640 DSCN8651
  3. San Blas – w okolicy niepozornego kościółka San Blas, położonego ponad Plaza de Armas, znajduje się równie niepozorny placyk, wokół którego można znaleźć wiele sklepików oferujących rękodzieło. To dość niecodzienne w Cusco, gdzie dominuje „sztuka ludowa” pochodząca głównie z Chin i Tajlandii. Ponadto, w powietrzu unosi się bliska mi atmosfera bohemy i luzu, którą wzmagają poukrywane w wąskich uliczkach kawiarnie. DSCN8608 DSCN8633 DSCN8635

I jeszcze wyróżnienie dla miejsca, które skradło moje serce i rozłożyło na łopatki. Wiecie, czasami jest tak, że zupełny przypadek, zrządzenie losu prowadzi nas tam, gdzie nigdy nie spodziewalibyśmy się trafić. Tak też było z Cafe Restaurant Aldea Yanapay. Znaleźliśmy się tam pierwszego dnia, wygłodniali – byłam już zmęczona szukaniem restauracji, która odpowiadałaby moim kryteriom (zasada numer jeden: jedz tam, gdzie lokalsi!) i kiedy zobaczyłam schodki wiodące do lokalu z niebieskimi balkonikami, nie wahałam się ani chwili. W środku zupełny miszmasz: wybuchowa mieszanka kolorów, wszechobecne zabawki i pluszaki (które zasiadały również przy stołach), menu ukryte w książeczkach z bajkami. W normalnych warunkach pewnie wykonałabym w tył zwrot, ale muzyka Yanni’ego i jakaś niezidentyfikowana dobra energia kazały mi zostać. I to był strzał w dziesiątkę! Nadpobudliwy, dobroduszny kelner co chwilę zagadywał i polecał co lepsze dania (a wszystkie były pyszne i dostarczyły mi dużo kulinarnych inspiracji), a później, w luźnej pogawędce wyjaśnił, skąd taki wystrój i o co w tym wszystkim chodzi. Otóż projekt Aldea Yanapay ma na celu zapewnienie edukacji i rozwoju dzieciom, które doświadczyły przemocy domowej. Całkowity dochód z działalności restauracji jest przeznaczony na wsparcie inicjatywy – cóż, okazało się, że zupełnym przypadkiem trafiliśmy do miejsca, które nie tylko zachwyciło nas kuchnią (co tu dużo mówić: np. pstrąg na puree szpinakowym z sosem kawowo-figowym), ale także atmosferą i całą swoją niezwykłością. Od razu zyskaliśmy sobie przydomek „los amigos polacos” i byliśmy częstymi gośćmi – zabrakło nas jedynie w dniu, w którym odwiedziliśmy Machu Picchu. Ale to już zupełnie inna opowieść🙂

DSCN8482 DSCN8483 DSCN8485 DSCN8506

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s