Zagraniczne wojaże panny K.: Buenos Aires.

DSCN8716

Pewnego pięknego dnia Kozioł spakował walizki i udał się na pierwszą zagraniczną podróż po Ameryce Południowej. Wybór miejsca nie był przypadkowy: jakie miasto może być emblematyczne dla kontynentu, o jakim mówi się często w Europie i, wreszcie, jakie jest światową stolicą tanga i miejscem narodzin Mafaldy? Odpowiedź jest oczywista: Buenos Aires.

Od początku wiedziałam, że Lima i Buenos to dwa światy: ta pierwsza to prawdziwa miejska dżungla, esencja Ameryki Łacińskiej w całym swoim hałasie i niezorganizowaniu, stolica Argentyny natomiast jest nazywana „Paryżem Latynoameryki”, a silne wpływy europejskie są widoczne na każdym kroku. Zastanawiałam się, czy AŁ w takim wydaniu też będzie mi się podobać, tym bardziej, że moje zamiłowanie do wszystkiego, co nieprzewidywalne i nieco dzikie jest wszystkim bardzo dobrze znane, a Buenos nie wpisuje się w ten schemat. Hmm… czyżby?

Zacznijmy od tego, że faktycznie Lima przy Buenos to chaos i dezorganizacja. Moje pierwsze wrażenia? W Buenos ulice są szerokie (czasami aż ZBYT szerokie), respektuje się zasady ruchu drogowego (przynajmniej w porównaniu do Limy) i ogólnie daje się wyczuć szeroko pojętą „normalność”. Ludzie mają europejskie rysy twarzy, jest sporo wysokich (!) mężczyzn. Cóż za odmiana! Po pół roku mieszkania w Peru to dla mnie niemal szok kulturowy. Nie miałam jednak czasu zastanawiać się, czy jest to zmiana na dobre, czy nie.

DSCN8756 DSCN8925 DSCN8952

Wystarczył jeden samotny spacer, by przekonać się, że jednak Ameryka Południowa jest Ameryką Południową i pewne rzeczy są po prostu wpisane w idiosynkrazję kontynentu. Ucieszona perspektywą zrobienia wielu ciekawych zdjęć wyszłam z hotelu i nie przeszłam nawet stu metrów, kiedy usłyszałam: ¡Qué lindos ojos, mami! * Jednostkowy przypadek? ¡Hermosa!**, ¡Bella!, ¡Huy, qué bombón!***. No tak, czar prysł, nadzieje pogrzebane. Nawet w tak zeuropeizowanym miejscu nie ma spokoju. Nic to jednak, bo atrakcje, jakie oferuje Buenos, wynagradzają z nawiązką te małe niedogodności.

DSCN8726 DSCN8733 DSCN8786

Na pewno słyszeliście o dzielnicach La Boca (fani futbolu głównie z powodu Boca Juniors i Diego Maradony, wielbiciele tanga zaś chcieliby się znaleźć na Caminito) czy La Recoleta, gdzie znajduje się cmentarz, na którym pochowana jest Evita Perón. Niektórzy pewnie kojarzą Buenos także ze słynnym Teatro Colón, ale na pewno dla wszystkich miasto to jest głównie stolicą tanga. Nie wiecie jednak, jak ciężko jest znaleźć klimatyczny pokaz tanga, który nie kosztowałby majątku oraz nie był wielką rewią robioną pod turystów. Mnie, po dłuugich poszukiwaniach udało się odkryć Bar Sur – niewielki lokal, gdzie w przytłumionym świetle mogłam podziwiać nie tylko występy tancerzy (dwie pary w zupełności wystarczą, by poczuć klimat), ale także wiekowych muzyków (którzy, swoją drogą, wyglądali jak typowi grajkowie ze starych animacji i grali wybornie), a także poznać podstawowe kroki. Ta część wieczoru akurat była mało atrakcyjna, gdyż po pierwsze, Kozioł nie ma zbyt wielkich zdolności tanecznych, a po drugie, uczący mnie tancerz był ode mnie sporo niższy. A że byłam na obcasach, to zarówno moja lekka pokraczność jak i wysoki wzrost były zdecydowanie podkreślone😉

DSCN8822 DSCN8847 DSCN8857

Samo miasto wywarło na mnie naprawdę dobre wrażenie. Na początku – po raz pierwszy od dawna – byłam wrzucona w rolę „typowej turystki”, co na początku mnie nieco mierziło, szczególnie, kiedy nie miałam czasu na obejrzenie rzeczy, które naprawdę mnie interesowały, ale stwierdziłam, że to może być dobrą podkładką do późniejszych, samodzielnych spacerów. Tak też się stało. Nie zakochałam się w La Boca (za dużo ludzi), za to oczarowała mnie dzielnica San Telmo. W ciaśniejszych niż w innych miejscach uliczkach kryje się to, co Koziołki lubią najbardziej: starocie, rupiecie, nieco kurzu i ogólne poczucie, że wszystko trąci myszką. Jeśli dodać jeszcze do masę street artu, wychodzi koziołkowy raj. Choćby dla tego miejsca chcę wrócić do Buenos!

DSCN9019 DSCN9020 DSCN9027 DSCN9036

Jeszcze przed powrotem zaczęłam zastanawiać się, czy w związku z tym wypadem zmienił się mój stosunek do Limy. W końcu Buenos to zupełnie inne oblicze Ameryki Południowej, jak się okazało, oblicze, które też bardzo mi odpowiada. Odpowiedź na pytanie przyszła tuż po przylocie, w drodze z lotniska. Patrzyłam na te zaśmiecone, limeńskie ulice, na te twarze (o wiele mniej urodziwe, niż w Argentynie), usłyszałam setki klaksonów i pomyślałam: witaj w domu, Kozioł.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s