Smaki Peru: na pierwszy ogień Inca Kola.

Jak wiadomo, jednym ze skarbów narodowych Peru jest gastronomia. Peruwiańczycy są do tego stopnia dumni ze swojego jedzenia, że ZAWSZE pierwsze pytanie, jakie zadają nowo poznanemu obcokrajowcowi jest: „A co powiesz o naszej kuchni?” Słusznie zresztą, bo ta jest znakomita. Co więcej, każdy znajdzie coś dla siebie, bo mimo, że podstawą jest tzw. „kuchnia kreolska”, czyli głównie tłuszcz, mięso i ziemniaki (skądinąd wszystko pyszne, ale nieco przyciężkie dla żołądka), to każdy region ma coś, w czym się specjalizuje. Stwierdziłam więc, że może warto by było ubarwić bloga także opowieściami o Peru „od kuchni”, tym bardziej, że to moja druga pasja.

Na pierwszy ogień nie idzie rzecz, która smakuje mi najbardziej na świecie (ba, wręcz przeciwnie, uważam, że jest paskudna), ale za to jest emblematyczna i niemal każdy kojarzy ją właśnie z Peru: Inca Kola. Cóż, nie jest to nawet potrawa, ale nie wspomnieć o niej byłoby grubym nietaktem. 

cholas_de_inca_kola_susana_torres1

 

Z Inca Kolą nierozerwalnie wiąże się nazwisko Lindley.  W 1910 roku do Limy przybył sir John R. Lindley z rodziną i niemal od razu założył w dzielnicy Rimac manufakturę napojów gazowanych. Początkowo, zaspokajał tylko lokalne potrzeby okolicznych mieszkańców, ale powoli, powolutku interes rozwijał się i w 1935 roku, z okazji 400-lecia założenia Limy, do produkcji trafił napój o nazwie Inca Kola. Jej hasłem reklamowym na początku było: ¡Inca Kola solo hay una y no se parece a ninguna! (Inca Kola jest jedyna, niczego innego nie przypomina).

wallpaper001[1]

Ten gazowany napój w odcieniu intensywnej żółci bardzo szybko zrobił karierę nie tylko w Limie, ale i w całym Peru. Głównym składnikiem, nadającym jej smak, jest hierba luisa, czyli trawa cytrynowa. Pełna receptura jest objęta ścisłą tajemnicą i jest strzeżona niemal tak samo skrzętnie, jak przepis na Coca-Colę. O właśnie, jeśli już o tej drugiej mówimy, to popularność Inki, szczególnie w latach 80 i 90 ubiegłego wieku była tak wielka, że koncern CC-Co. pozazdrościł jej sławy i w efekcie w 1996 roku kupił 49% udziałów w Lindley Corporation. Tym samym, Inca Kola trafiła do wielkiej rodziny Coca Coli, która znów odzyskała większość rynku. Bo, nie wiem, czy wiecie, ale Inca Kola  i szkocki Irn Bru to jedyne napoje gazowane, których sprzedaż w krajach pochodzenia przewyższa sprzedaż Coca Coli. 

inca kola.publicidad.blog

O co tyle hałasu? Być może Moja Europejska Dusza nie potrafi dostrzec geniuszu tego napoju, ale dla mnie smakuje jak… guma Turbo. No, może jak guma Donald. W każdym razie – jest przesłodzona i paskudna. W ciągu pół roku w Limie zdarzyło mi się ją wypić może 5, może 6 razy i za każdym razem gorzko tego żałowałam. Z drugiej strony, nie wiem, co w sobie takiego ma, ale po pierwszym łyku i wrażeniu : „Boże, jakie to okropne!” przychodzi drugi łyk i trzeci… i w magiczny sposób zawsze cała butelka znika. Peruwiańczycy (i ogólnie Latynosi, jak zauważyłam) darzą Inca Kolę uwielbieniem, pijąc ją przy każdej okazji. Pamiętacie reklamę Coca Coli, zachęcająca do picia jej do obiadu?  Tutaj to standard, Inca Kolą popija się wszystko, od ceviche do chify (chińszczyzna a’la peruana). 

madeleine_hartog_bell_inca_kola_1968_arkivperu c3

Ale uwaga, mały prztyczek w nos. Nawet jeśli o tym wiecie (bo powiedziałam Wam w sekrecie), nie uświadamiajcie Waszych Peruwiańskich znajomych, że obecnie Inca Kolę produkuje się w… Chile😉

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s