Rajd Gringa-Dakar 2014, odc. 3: O Jezu, jaki on duży!

DSCN9956

Odkąd sięgam pamięcią, Mój Szanowny Rodziciel mówił, że jeśli się nie będę uczyć, to wyląduję na Uniwersytecie Pasterskim w Cochabambie. Nigdy nie brałam sobie tego specjalnie do serca, ale zawsze podśmiewałam się z tej dziwacznej nazwy, początkowo zresztą myślałam, że jest całkowicie zmyślona. Wraz z wiekiem i doświadczeniem przyswoiłam sobie, że Cochabamba to miasto w Boliwii, jednak nadal była tylko mglistym symbolem ojcowskich pogróżek. Och, ironio losu, do czasu!

DSCN9932

Kiedy więc pewnego pięknego dnia, po całonocnej podróży autobusem (o której jeszcze kiedyś na pewno będzie mowa) wysiadłam na dworcu w Cochabambie, przypomniały mi się wszystkie ojcowskie przestrogi. Szczerze mówiąc, okolice terminala autobusowego nie są zbyt imponujące, więc groźby wydały mi się uzasadnione. Na szczęście centrum przedstawia się już całkiem sympatycznie, więc nabrałam nadziei, że może jednak w tej Cochy wcale tak strasznie nie jest.

DSCN9928 DSCN9929 DSCN9972

Co mnie zaskoczyło? Otóż Cochabamba to istne miasto mody! O ile w La Paz nie dostrzegłam żadnego „normalnego” sklepu (same gringa-shopy albo bazary), o tyle tam wszędzie można się było natknąć na sklepy z ubraniami w każdej rozpiętości cenowej. I to nie byle jakie, bo Z IMPORTU. Wszyscy w Cochy ubrani są od stóp do głów w Abercrombie, GaP czy inne marki amerykańskie, i nie są to podróbki, tylko towar, który sprzedają na zasadzie outletu. Tak, moi drodzy, Cochabamba to jeden wielki outlet.

No ale dobrze, może i jestem gringą, ale nie przyjechałam tu na zakupy! (No dobrze… bluzka czy dwie więcej w plecaku się zmieszczą…) Oprócz kilku uliczek wokół głównego placu, Cochabamba nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Największą atrakcją turystyczną jest zdecydowanie El Cristo de la Concordia, olbrzymia figura Chrystusa, która góruje nad miastem. Co ciekawe, cochabambiński Cristo jest większy od tego najsłynniejszego, z Rio de Janeiro i według samych mieszkańców jest największą na świecie figurą Chrystusa. No i tu pojawia się spór w doktrynie. Otóż sam wizerunek Cristo de la Concordia (bez piedestału) liczy sobi ponad 34 metry. Nasz świebodziński ma „zaledwie” 33, ale jeśli liczyć 3-metrową koronę, to polski wygrywa!🙂 Nie mogę porównywać, ponieważ, wstyd przyznać, naszego rodzimego nie widziałam, ale ten z Cochy wydał mi się taki… duuuuuuży.

DSCN9955

Są dwa sposoby aby dostać się na szczyt wzgórza, na którym stoi Chrystus. Pierwszy, tradycyjny, to długaśne, betonowe schody, a drugi to kolejka. Pomyślałam, że można by leniwie wjechać na górę, ale potem dla przyzwoitości zejść, więc z Helą zakupiłyśmy bilet w jedną stronę. Samo oglądanie Chrystusa (O Jezu, jaki on duuuuuuży!) nie zajęło zbyt wiele czasu, ale za to widoki ze wzgórza były naprawdę imponujące. Kiedy już, już miałyśmy zacząć schodzenie, jakaś pani sprzedająca słodycze powiedziała nam, żebyśmy nie szły schodami, bo nas zgwałcą. Oczywiście, moją pierwszą reakcją był śmiech i ironiczne „Na peeeewno”, ale po trzech krokach zatrzymałam się, spojrzałam na Helę i niemal równocześnie powiedziałyśmy: „A jeśli zgwałcą?”. Tak więc, moi drodzy, stchórzyłyśmy i grzecznie poszłyśmy kupić bilet na kolejkę powrotną. Gringas vs. „gwałtliwe schody”: 0-1

DSCN9943 DSCN9947

Ach, i jestem chyba winna jeszcze jedno, małe oświadczenie: Tatusiu, w Cochabambie nie ma Uniwersytetu Pasterskiego😉

DSC07305

3 responses to “Rajd Gringa-Dakar 2014, odc. 3: O Jezu, jaki on duży!

  1. Jeżeli obecnie nie ma to tylko dlatego, że zabrakło im cierpliwości i zkikwidowali nie mogąc się doczekać na Ciebie. Ale jak widać przeznaczenia nie unikniesz😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s