Rajd Gringa-Dakar 2014, odc. 5: Salar de Uyuni

DSCN7664

W każdej podróży przychodzi taki moment, od którego zaczyna się mniej lub bardziej rychły powrót do domu. Kiedy wjeżdżając do Uyuni zdałam sobie sprawę, że to ostatnie „nowe” miejsce, jakie przyjdzie mi zobaczyć na Rajdzie Gringa-Dakar 2014, mój wewnętrzny chochlik-włóczykij wpadł w dziwną melancholię. A przecież to jeszcze nie był koniec i trzeba było wycisnąć, co się da! Tym bardziej, że salar (czyli solna pustynia) miał być kulminacyjnym punktem całego przedsięwzięcia.

Salar de Uyuni, czy też, jak kto woli Solnisko Uyuni (tfu, co za okropna nazwa) jest pozostałością po wielkim słonym jeziorze, które rozciągało się na powierzchni ponad 10,5 tys. km² i jest zdecydowanie najczęściej odwiedzanym przez turystów miejscem w Boliwii. Uwierzcie mi, że wszystkie, jakże wyboiste, drogi w Boliwii prowadzą właśnie na salar. Ot, mały przykład: nie minęło pół godziny odkąd znalazłyśmy się w Uyuni, a już zdążyłyśmy spotkać znajomą Niemkę, która po stypendium w Argentynie robiła tour po Ameryce Południowej oraz Paragwajczyka-Chilijczyka, z którym byłyśmy w kopalni w Potosí.

Tak więc, moi drodzy, jeśli miałabym porównać Uyuni z jakimś miejscem w Polsce, to automatycznie nasuwają mi się zakopiańskie Krupówki, ewentualnie Monciak w Sopocie. Turysta na turyście turystę pogania, depcząc przy tym innemu turyście po piętach, a na głównym placyku, który notabene stanowi niemal całość mieściny (i jest chyba jedynym wyasfaltowanym tam miejscem), ciągnie się szereg pizzerii marnej jakości. W samym Uyuni NAPRAWDĘ nie ma nic do roboty, dlatego najlepiej jest przyjechać tam pod wieczór, wyspać się porządnie, pojechać na salar, po czym jak najprędzej czmychnąć😉

Pierwszym punktem wycieczki jest tzw. „Cmentarzysko pociągów”, miejsce, w którym składowane są pozostałości po jeżdżących na początku ubiegłego stulecia pociągach. Wrażenie robi naprawdę niesamowite, mimo, że pociągów jest pięć na krzyż, i wychodzą tam fantastyczne zdjęcia. Problem jest jeden, turystów jest tak wielu, że trzeba sporo szczęścia i determinacji, by wywalczyć sobie miejsce na zrobienie jakiejkolwiek fotografii.

DSCN7508 DSCN7510 DSCN7527 DSCN7532 DSCN7536

Jednak prawdziwym hitem jest oczywiście sam salar, który na szczęście jest na tyle duży, by turyści nie ocierali się o siebie na każdym kroku. Kiedy w końcu się tam dociera (zaliczając po drodze wioskę z pamiątkami oraz jazdę na dachu terenówki), nie widać nic oprócz połaci soli. Powiedziałby ktoś, nic ciekawego, można wysiąść z auta, spróbować, czy słone i wrócić. Fakt, do oglądania salaru przydaje się odrobina kreatywności i dobry aparat. Niezwykle popularne są tutaj zabawy z perspektywą (co mogliście zobaczyć na pierwszym zdjęciu), dlatego tłumy turystów ścigają się w wymyślaniu coraz to dziwniejszych póz i scenerii, choć nadal hitem hitów  jest słit focia z butelką piwa we wszelkich możliwych konfiguracjach. Hela i ja nie byłyśmy aż tak kreatywne ani zdeterminowane, ale uważam, że i tak udało się nam zrobić kilka fajnych zdjęć.

DSC07575 DSC07585

DSCN7604 DSCN7611 DSCN7619 DSCN7654 DSCN7657 DSCN7691

(tam na ostatnim zdjęciu też jestem, chyba widać😉 )

Jeszcze jeden smaczek: w lutym, z powodu obfitych opadów deszczu, część salaru zmienia się w solne jeziorko (chyba lepszym określeniem jest „solna kałuża”, bo jest dosyć płytko) i choćby po to warto tam zawitać właśnie w tym miesiącu. Niektórzy uważają to za spory minus, szczególnie miejscowi dziwili się nam, że nie przyjechałyśmy w innym terminie, ale zgodnie stwierdziłyśmy, że to właśnie w tej wodzie tkwi największy urok, no bo w końcu ileż można tej soli oglądać😉

DSCN7705 DSCN7723 DSCN7734

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s