De gustibus…

O tym, że jedzenie (zarówno wyrób, jak i konsumpcja) jest jednym z moich hobby, nikogo przekonywać nie muszę. Wszyscy pewnie wiedzą też, że niestraszne mi dziwne potrawy typu sok z żaby, a i nie pogardzę naszym swojskim salcesonem, który wiele ze znanych mi osób przyprawia o mdłości. Czasem jednak nawet ja widząc jakąś potrawę zastanawiam się, jak ktoś może to jeść i nie jestem w stanie zrozumieć, jak komuś mogło przyjść do głowy stworzenie takiej gastronomicznej hybrydy. W Peru zdarza mi się to zadziwiająco często, wydaje mi się, że Peruwiańczycy są mistrzami w łączeniu niełączliwych smaków lub składników, które na zdrowy rozum nie powinny znajdować się w jednym daniu.

chancho_comilon_01

Do napisania tego posta przymierzałam się już od jakiegoś czasu, głównie przeglądając gazetki tutejszych fast-foodów, jednak ostatecznym impulsem był wczorajszy „obiad” (dietetycy, zabijcie mnie), czyli hamburger. Niby nic szczególnego, a jednak kiedy odpakowałam papierek…

… moim oczom ukazało się JAJKO SADZONE. Tak, moi drodzy:  bułka, kotlet, pomidory, sałata i jajko sadzone. Miałam minę jak ta wiewióra na filmiku, bo nigdy, przenigdy nie przyszłoby mi do głowy połączyć klasycznego hamburgera z jajkiem sadzonym. Wiem, że McDonald’s ma w swojej ofercie śniadaniowej muffiny z jajkiem i to połączenie nie do końca byłam w stanie zrozumieć, no dobrze, od biedy – ale hamburger?

img-1267238452

Kanapka została zakupiona w sieci Bembos, która niemal od początku mojego pobytu zadziwia mnie połączeniami smakowymi. Przykład? Kilka miesięcy temu w menu pojawiły się trzy nowe hamburgery, tzw. „rompedietas” (czyli „Dietozabójcy”). Co w nich się znajduje? Już nazwy mówią same za siebie:  w „Rompetangas” (czyli uroczym „Majtkopękaczu”) znajdziemy- oprócz standardowego kotleta –  takie delicje, jak jajecznicę z parówką i frytki, a „Bomba Lomotov” zawiera także dodatkowy krążek mięsa wołowego, frytki i jajko sadzone. Narobiłam Wam smaka, prawda?

lomo-grande

Jeśli już przy Lomotovie jesteśmy, to nawiążę do jednego ze sztandarowych dań kuchni peruwiańskiej, czyli „Lomo Saltado”, od którego kanapka wzięła swoją nazwę. Potrawa ta, swoją drogą naprawdę dobra, składa się z kawałków polędwicy wołowej podsmażanych z czerwoną cebulą i pomidorami oraz kolendrą. Brzmi naprawdę pysznie i takie właśnie jest, ale… standardowo podaje się je z ryżem i frytkami. Naraz. To kolejna mania Peruwiańczyków, którą ciężko mi zrozumieć – WSZĘDZIE muszą upchnąć i ryż, i ziemniaki. Odnoszę wrażenie, że ziemniaki pełnią tutaj rolę naszej surówki, ponieważ są wciskane do każdego dania (a oprócz tego bardzo często do zestawów obiadowych dodaje się także bułeczkę, gdyby komuś było mało).

Lomo_Saltado 666

Zresztą nie tylko Bembos inspirował się tym peruwiańskim daniem, także McDonald’s wypuścił serię o nazwie „Peruwiańskie Przyjemności”, w której znajdował się także burger wzorowany na Lomo Saltado.

Jakie jeszcze inne danie sprawiło, że ochota na jego spróbowanie szybko mi przeszła? Cóż, parę razy zdarzyło się już, że, zanim zdążyłam zareagować, do rosołu wlano mi mleko. Nie skusiłam się też na „frejol colado”, czyli rozgotowaną fasolę, przepuszczoną przez praskę i wymieszaną z cukrem (podobno „typowy deser”, jedzony z chlebem), ani nie pozwoliłam na podsmażany ryż z makaronem (chociaż to już bardziej studencka inwencja w moim domu).

Innym daniem-zagadką jest dla mnie tzw. „salchipapa”. Nazwa wzięła się z połączenia dwóch głównych składników: parówki (salchicha) i ziemniaków (papa), w tym wypadku w formie – zgaduj, zgadula – frytek. Salchipapa jest dla Peruwiańczyków tym, czym kebab dla Krakowian, czyli ostatnią deską ratunku podczas długich zakrapianych nocy na mieście. Odpowiednia dawka tłuszczu i wysoki stopień abstrakcji przy jednoczesnej prostocie wykonania i niewielkich kosztach sprawiają, że salchipapa nawet umarłego postawi na nogi.

1.1296399611_.can-t-forget-the-salchipapas_

Ach, no i oczywiście wszystko popijane Inca Colą😉

Smacznego!

3 responses to “De gustibus…

  1. Rosół z mlekiem brzmi straszliwie… :O

    W Bembosie nigdy niczego nie skosztowałam, może dlatego, że tuż obok Bembosa w mojej okolicy była maleńka budka z hamburgerami i moja peruwiańska współlokatorka poleciła nam iść właśnie tam😀 Hamburger był faktycznie bombą kaloryczną z przedziwnymi składnikami – jajko, frytki iiii… chrupiący banan😀 i muszę powiedzieć, że akurat ten banan w hamburgerze szalenie mi smakował!😀 ale ze względu na zdrowie nie jadałam tam zbyt często…😛 Haha, makaron wymieszany z ryżem też się zdarzył…😀 Ryżu miałam w ogóle po powrocie tak dość szczerze mówiąc, że dopiero od niedawna z powrotem zaczęłam go jeść…😛

    Ale za to mega zazdroszczę Ci, że możesz pójść sobie do Chify❤ dużo bym dała w Krakowie za wantan frito, arroz chaufa i kurczaka w słodkim sosie😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s