Madeinusa, czyli o tym, jak NIE wygląda peruwiańska Wielkanoc

detalle_MADEINUSA_01_396x216

 

Tegoroczna Wielkanoc jest dla mnie wyjątkowa pod wieloma względami. Chyba po raz pierwszy spędzam te święta poza domem (w Bożym Narodzeniu jestem już „zahartowana”), a – w przeciwieństwie do zdecydowanej większości – znaczą dla mnie więcej, niż Boże Narodzenie. Być może to z powodu tej całej masy pysznego jedzenia, tych chrzanów, kiełbas i żurków, które przedkładam nad karpia i pierogi z kapustą, a być może dlatego, że zawsze atmosfera podczas nich była dużo luźniejsza, a przez to mniej wymuszona. Cóż, nie będę się nad tym za bardzo rozwodzić, faktem jest, że całkiem świadomie zostałam w Limie i postanowiłam przeznaczyć ten czas na nadrobienie wszelkich zaległości kulturalnych i odpoczynek. Ostatni czas jest dla mnie intensywny jeśli chodzi o ilość tzw. codziennych obowiązków, więc mimo, że dużo się dzieje, nie ma o czym pisać. Taki paradoks! No chyba, że chcecie dostawać relacje z moich bojów z aparatem analogowym i odczynnikami w ciemni;)

Wróćmy jednak do tematu! W ramach wielkanocnego relaksu i jako, że kontekst wydał mi się perfekcyjny, po raz kolejny oglądnęłam film Madeinusa (produkcja peruwiańska). Zapewne większości z Was ten tytuł obił się o uszy, być może nawet go już widzieliście, w każdym razie swego czasu było o nim naprawdę głośno.  Opowiada on historię nastoletniej dziewczyny o imieniu Madeinusa, która mieszka wraz z ojcem i młodszą siostrą w jednej z peruwiańskich wiosek położonej wysoko w Andach. Jej kontakt ze światem poza hermetyczną społecznością Indian jest znikomy i życie kręci się głównie wokół obowiązków domowych. Ta monotonia przerywana jest raz w roku, podczas świąt Wielkiej Nocy. Czas od 15:00 w Wielki Piątek (godzina śmierci Chrystusa) aż do świtu w Niedzielę Wielkanocną to tzw. „tiempo santo”, podczas którego wszystkie zasady przestają obowiązywać – Bóg nie żyje, więc grzech nie istnieje. „Tiempo Santo” będzie dla Madeinusy czasem przyspieszonego dorastania, nie tylko dlatego (choć i to już wystarczy), że jej ojciec chce zaciągnąć ją do łóżka, ale także z powodu przybycia do wioski młodego dziennikarza z Limy.

Jak pewnie już się domyśliliście, film sprawił, że wiele osób zaczęło mylić fikcję z rzeczywistością i uwierzyło, że „tiempo santo” istnieje naprawdę. Nie powiem, mnie samej na początku też nie wydawało się to takie nieprawdopodobne, ale to było jakieś 6 lat temu i w tym czasie zdążyłam troszkę zweryfikować swoje osądy. Jakieś dwa tygodnie temu na uniwersytecie rozmawiałam ze znajomym z wymiany i ten spytał mnie, czy wiem, gdzie leży to miejsce, w którym podczas Wielkanocy można robić, co się chce. Nie chciał mi uwierzyć, że to tylko licentia poetica autorów i że w żadnej peruwiańskiej wiosce nie ma tego zwyczaju. Prawdą jest, że katolickość peruwiańska bardzo silnie jest podszyta wierzeniami prekolumbijskimi i synkretyzm religijny jest w tym kraju szczególnie wyrazisty, ale, podkreślam raz jeszcze, historia Madeinusa to od początku do końca fikcja.

Tak więc jeszcze raz zobaczyłam ten film. Rzeczywiście, cała obrzędowość została w nim przestawiona tak realistycznie, że pomimo wszelkich niedorzeczności i okropieństw, jakie dzieją się w tym „świętym czasie”, ktoś niezorientowany mógłby spokojnie dać się nabrać. Po premierze filmu przetoczyła się przez Peru głośna dyskusja, podczas której Claudia Llosa, reżyserka, była oskarżana o obrazoburczość oraz pokazywanie fałszywego obrazu kraju. Pytanie tylko, czy musimy brać wszystko tak dosłownie? Bo jeśliby porzucić odniesienia geograficzne, czy nie jest tak, że w każdym społeczeństwie tkwi chęć wyzwolenia się – choćby na chwilę – od wszelkich zasad? I chyba właśnie o to w tym filmie chodzi, żeby pokazać „co by było, gdyby…”.

Dziś w telewizji leciał „Mojżesz”, „Spartakus”, „Ben Hur” i „Książę Egiptu”. Jak widać, repertuar telewizyjny podczas świąt również uległ globalizacji, bo dam sobie rękę uciąć, że w Polsce też mogliście te filmy obejrzeć. I kiedy tak po raz setny widziałam scenę wyścigu rydwanów w Ben Hurze pomyślałam, że może lepiej by było, gdyby pokazali „Madeinusa”. Ot tak, dla moralnego niepokoju.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s