Każda historia ma swój dalszy ciąg, czyli 365 dni Kozła poza Peru.

DSCN8272

Ludowe przysłowie mówi, że wszystko co dobre kiedyś się kończy. Cóż, być może jest to prawda, ale tylko częściowa, gdyż wedle innego powiedzenia kiedy coś się kończy, coś się zaczyna. Dokładnie rok temu postawiłam stopę na polskiej ziemi i oficjalnie zakończyłam swoją peruwiańską przygodę. Kiedy sobie to dziś uświadomiłam, ogarnęła mnie dziwna nostalgia i zaczęłam zastanawiać się, co się w ciągu tego roku wydarzyło. I wiecie co? Wydarzyło się dużo dobrego.

DSC_6443

Limę opuszczałam z dużym poczuciem niedosytu i z mieszanymi uczuciami: z jednej strony wiedziałam, że – z różnych względów – muszę wracać i że chcąc niechcąc zostawiam za sobą dużo niezałatwionych spraw, a z drugiej byłam już zwyczajnie Limą zmęczona. To miasto które się kocha lub nienawidzi, a przypadków uczuć pośrednich nie odnotowano. Co więcej, często epizody miłości i nienawiści przeplatają się ze sobą i przechodzą płynnie jeden w drugi. Tak więc wyjazd zastał mnie podczas jednego z napadów głębokiej nienawiści do wszechobecnych klaksonów, gwizdów na ulicy, szarego nieba, korków, wszy w autobusach i Inca Coli.

DSCN7613

Uczucie zniechęcenia pielęgnowałam w sobie dość długo (pomimo ogólnej tęsknoty za pewnymi miejscami i ludźmi) i często, pytana o swoje odczucia, mówiłam: ale ta Lima jest koszmarna, ale ci Peruwiańczycy są denerwujący. Z perspektywy czasu jednak, zdałam sobie sprawę, że, owszem: Lima jest koszmarna, a Peruwiańczycy są denerwujący, ale jednocześnie tamten świat mnie zafascynował i zostawiłam w nim sporą cząstkę siebie. Na tyle dużą, że teraz już wiem, że któregoś dnia chcę tam wrócić, przejść się po „moich” ulicach, zajrzeć do „moich” barów i odwiedzić „mojego” pana od owoców. I nigdy, ale to nigdy, nie zamieniłabym tego doświadczenia na żadne inne.

Co poza tym?

Miłość do Ameryki Łacińskiej trwa. W listopadzie/grudniu byłam w Kolumbii i wiem, że z wielu względów, jest to kolejne z moich miejsc na ziemi, następna przestrzeń oswojona, że mam tam już swoich ludzi i miejsca. Do tego stopnia, że Kolumbia przyjechała do mnie i nieskromnie mówiąc, mogę się pokusić o stwierdzenie, że Lima dała mi jeszcze jedną, bardzo cenną rzecz: Wspaniałego Towarzysza. Ale to materiał na inną historię😉

DSCN9078

Kozioł dalej prze do przodu, trzymajcie za niego kciuki!

2 responses to “Każda historia ma swój dalszy ciąg, czyli 365 dni Kozła poza Peru.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s